List pasterski
Jego Błogosławioności Patriarchy
Michela Sabbaha
Patriarchy łacińskiego Jerozolimy
"Chwila mojej rozłąki nadeszła.
Bieg ukończyłem, wiary ustrzegłem"
(por. 2 Tm 4, 7)
1 marca 2008 roku
WPROWADZENIE
Do moich braci biskupów, kapłanów,
zakonników i sióstr zakonnych, diakonów
i wszystkich umiłowanych wiernych
"Łaska wam i pokój od Boga Ojca naszego i Pana Jezusa Chrystusa" (1 Kor 1,3).
Kieruję do Was ten List w momencie, gdy zbliżam się do końca mojej
posługi patriarchy i gdy wszyscy razem zmierzamy w stronę Wielkanocy.
Wielki Post jest zawsze okazją do odnowy i powrotu do Boga, a Wielkanoc
zaprasza nas do tego, aby umrzeć w Chrystusie i w Nim powrócić do
życia. Życzę Wam wszystkim Wielkiego Postu pełnego łaski i prowadzącego
do odnowy w obliczu Boga i dla własnego dobra, a także dla dobra tych
wszystkich, którym służycie. Życzę, aby Wielkanoc uczyniła z każdej,
każdego z Was "człowieka nowego", odkupionego i pojednanego z Bogiem i
z ludźmi.
Kieruję do Was ten ostatni List Pasterski, aby złożyć
dziękczynienie Bogu i wyrazić moją wdzięczność wam wszystkim. Chciałbym
nakreślić w nim również zasadnicze linie życia człowieka wierzącego w
Ziemi Świętej, w naszej diecezji i w społeczeństwie.
19 marca 2008 r. osiągnę wiek 75 lat, wiek przejścia - według
tradycji Kościoła - na spoczynek. Złożę swoją misję w ręce Ojca
Świętego, który powierzył mi ją przed dwudziestu laty. Uczynię to z
uczuciem wdzięczności za zaufanie, którym mnie obdarzył. Dziękuję Panu
za wszystkie łaski, które stały się moim udziałem w okresie mojego
posługiwania zarówno patriarchy, jak i kapłana.
Ze św. Pawłem mogę powiedzieć, że "chwila mojej rozłąki
nadeszła... bieg ukończyłem, wiary ustrzegłem" (2 Tm 4,7), chociaż mój
bieg nie został jeszcze całkowicie ukończony, a jego kres pozostaje w
rękach Boga. Przechodząc na emeryturę, przestaję dźwigać
odpowiedzialność administracyjną związaną z urzędem patriarchy, ale
będę trwał w modlitwie i kontynuował moją drogę ku tajemnicy Boga w
Ziemi Świętej. Nadal będę towarzyszył cierpieniom i nadziejom mężczyzn
i kobiet tej ziemi, wierzących ze wszystkich religii, którzy tu żyją.
Dziękuję Panu za wszystkie osoby, które spotkałem w tym
czasie, czy to pochodzące z Ziemi Świętej, czy też z licznych Kościołów
całego świata. Ponieważ Kościół jerozolimski jest Kościołem matką;
ponieważ jest mały i napotyka na wiele trudności; ponieważ jest zawsze
na Krzyżu, - niezliczeni byli posłańcy i pielgrzymi pochodzący z
wszystkich Kościołów, na pierwszym miejscu z Kościoła Rzymu i od Ojca
Świętego, który wyrażał w wielu okolicznościach swoją miłość i
solidarność z nami oraz zajmował stanowisko na korzyść tej ziemi, jej
Kościołów i jej dwóch narodów. Pielgrzymka papieża Jana Pawła II w roku
2000 była dla nas ukoronowaniem obecności Kościoła katolickiego na tej
ziemi. Ufamy, że zbliżające się pielgrzymowanie Jego Świątobliwości
papieża Benedykta XVI odnowi jej nadzieję i da Kościołom, wierzącym i
wszystkim religiom, a także przywódcom politycznym nową wizję
przebaczenia, sprawiedliwości, pojednania i pokoju. Liczne były również
pielgrzymki i delegacje ekumeniczne, z delegacją Światowej Rady
Kościołów na czele, które przybywały z rozmaitych krajów, aby
zaczerpnąć od nas informacji, wysłuchać, a swoją wiarą i miłością
umocnić naszą wiarę.
Odbywane od 1998 r., w styczniu, za zgodą Stolicy
Apostolskiej, doroczne spotkanie gromadzi w Jerozolimie
przewodniczących i reprezentantów konferencji biskupów z licznych
krajów świata. Razem z całym Kościołem jerozolimskim modliliśmy się i
zastanawialiśmy nad wszystkimi aspektami życia naszego Kościoła:
duszpasterskimi, politycznymi i społecznymi. Chciałbym za to wyrazić
dzisiaj moją wdzięczność.
I
Spojrzenie na moją posługę patriarchy
Wdzięczność
1. Dziękuję wszystkim, którzy pozostawali na służbie diecezji,
na pierwszym miejscu delegatom apostolskim i nuncjuszom,
reprezentującym Ojca Świętego, biskupowi koadiutorowi, biskupom
pomocniczym i wikariuszom gene-ralnym w Jerozolimie, w Palestynie, w
Jordanii, w Izraelu, a także posługującym wspólnocie języka
hebrajskiego oraz na Cyprze. Dziękuję wszystkim kapłanom i urzędnikom,
którzy służyli mi pomocą w różnych urzędach kurii. Dziękuję każdemu z
duszpasterzy za Waszą wierność i oddanie wiernym w parafiach.
Staraliśmy się razem pracować w winnicy Pańskiej, którą Kościół nam
powierzył.
Dziękuję szczególnie gronu kapłanów Patriarchatu i z rozmaitych
zgromadzeń zakonnych, którzy w trakcie minionych 20 lat wiernie
uczestniczyli w spotkaniach Komisji teologicznej. Towarzyszyli oni
swoją modlitwą i refleksją wydarzeniom życia publicznego tej ziemi i
przyczyniali się do określenia pozycji Kościoła, szczególnie jeśli
chodzi o konflikt pomiędzy Izraelczykami i Palestyńczykami, który nie
przestaje pozostawiać swoich śladów na życiu diecezji
w Izraelu, Palestynie i Jordanii. To dzięki ich współpracy mogłem
redagować moje listy pasterskie. Dziękuję im za to i proszę, aby Bóg im
wynagrodził.
Pozdrawiam wiernych we wszystkich regionach diecezji
patriarchalnej. Dziękuję im za modlitwy i miłość, którą otaczali mnie
podczas mojego posługiwania. Błagam o obfite łaski Pana dla Was
wszystkich. Pozdrawiam i zapewniam
o mojej modlitwie wiernych ze wspólnoty języka hebraj-skiego.
Proszę Boga, aby sprawiał w nich wzrost wiary i dawał im moc bycia
świadkami Jezusa na łonie społeczeństwa izraelskiego. Proszę, aby
uczynił z nich, wraz z całym Kościołem Ziemi Świętej, narzędzie
pojednania, opartego na przebaczeniu, sprawiedliwości, pokoju i
równości wszystkich.
Na służbie Kościoła powszechnego
2. Dziękuję wszystkim, którzy w Kościele jerozolimskim i w jego
imieniu służyli Kościołowi powszechnemu: instytutom biblijnym, centrom
formacji stałej, nie zapominając o seminariach, które, wraz z naszym
seminarium patriarchalnym, formowały tu kapłanów dla Kościoła
powszechnego i Kościoła lokalnego. Ogromna liczba domów zakonnych pełni
ze swej strony posługę o wielkim znaczeniu - posługę przyjmowania
pielgrzymów, przybywających tutaj z całego świata. Tę posługę trzeba
wciąż rozwijać, kierując się dwoma celami: z jednej strony działać tak,
aby pielgrzymka do Ziemi Świętej była dla odbywających ją sposobem
zbliżenia się do tajemnicy Boga, o której świadczą miejsca święte, a
przez to, by była ona prawdziwą drogą uświęcenia. Z drugiej strony
należy uświadamiać pielgrzymom, że Ziemi Świętej nie można zredukować
do tych miejsc. Żyją tutaj mężczyźni i kobiety z wszystkich religii, a
przede wszystkim bracia i siostry chrześcijanie, którzy wypełniają
miejsca święte swoją żywą wiarą.
Zakonnicy i siostry zakonne
4. Dziękuję zakonnikom i siostrom zakonnym. Ich obecność w
naszej diecezji jest niezwykle ważna. Niektórzy są wprost włączeni w
życie parafii, w działania duszpasterskie, w pracę szkół i dzieła
społeczne. Inni idą drogą własnego powołania, służą Kościołowi
powszechnemu, jak to już podkreśliłem wyżej, w znanych na całym świecie
instytutach biblijnych Jerozolimy, w centrach formacji stałej i w
rozmaitych miejscach przyjęcia i towarzyszenia pielgrzymom,
przybywających tutaj z Kościołów całego świata. Oczywiście, wszystkie
te instytucje mają przede wszystkim powołanie powszechne. Niemniej
jednak część ich bogactwa intelektualnego i duchowego promieniuje na
lokalny Kościół jerozolimski i może być w nim wykorzystana.
Klasztory kontemplacyjne, zarówno męskie, jak i żeńskie, są
błogosławieństwem dla diecezji i dla kraju. Są one szczególnymi
miejscami modlitwy. Powinny nadto stawać się coraz bardziej miejscami
formacji do modlitwy - modlitwy, która pogłębi i wzmocni wiarę
świeckich oraz pozwoli im lepiej służyć i być bardziej wiernymi w ich
zaangażowaniu w życie społeczne.
Życie duszpasterskie
6. Dwie rzeczywistości znaczą pracę duszpasterską w naszej
diecezji - miejsca święte i Ewangelia, która tutaj została objawiona i
spisana. Nasza katecheza jest zarazem kontynuacją i codziennym
odkrywaniem tej Ewangelii. Dana nam została łaska, że możemy żyć przy
miejscach świętych i być do nich stałymi pielgrzymami. Odkrywać każdego
dnia
tę otrzymaną Ewangelię i formować swoje życie według nauczania
Jezusa, oto świadectwo, które dają żyjący tutaj duszpasterze, zakonnicy
i siostry zakonne. To prawda, że w naszych krajach i parafiach wszyscy
są wierzący oraz że wszyscy chrześcijanie znają Jezusa Chrystusa. Ale
nie wszyscy znają wystarczająco Jego Ewangelię i odczuwają potrzebę
medytowania i przenikania nią swojego życia. Na duszpasterzach,
zakonnikach i siostrach zakonnych spoczywa zatem obowiązek prowadzenia
chrześcijan tej ziemi tak, aby ich życie codzienne przekształcało się w
żywą Ewangelię.
W minionym okresie pracę duszpasterską w diecezji wyznaczył
przede wszystkim Synod Kościołów Katolickich Ziemi Świętej, rozpoczęty
w 1993 r. i zakończony w roku 2000 wizytą papieża Jana Pawła II. Te
prace, ożywiane pragnieniem odnowy życia Kościoła, zostały zrealizowane
dzięki wierze, wizji i inspiracjom ks. Rafiqa Khoury, odpowiedzialnego
za duszpasterstwo i katechezę w diecezji. Nie był to wszakże owoc
wysiłków pojedynczej osoby, ale współpracy wszystkich Kościołów
katolickich Ziemi Świętej. Nawet jeśli nie spełnił on wszystkich
oczekiwań, to coś nowego objawiło się w naszej diecezji. Dziełem synodu
był wspólny plan pastoralny. Został także stworzony Katolicki
międzyrytualny komitet duszpasterski złożony z 72 osób - kapłanów,
zakonników, sióstr zakonnych i wiernych świeckich - reprezentantów
wszystkich naszych diecezji katolickich - łacińskich, melchickich,
maronickich, syryjskich, ormiańskich i chaldejskich - w trzech krajach - Palestynie, Izraelu, Jordanii. Jego głównym celem stało się zbadanie
warunków, w których nasz wspólny plan duszpasterski może być
urzeczywistniany w różnych diecezjach.
Należy podkreślić dwie ważne sprawy, związane z synodem: z
jednej strony ujawnienie się świeckich, zaangażowanych i zdolnych do
podjęcia - we współpracy z duchownymi - odpowiedzialności w Kościele, z
drugiej (co jest faktem nowym) - duch wspólnoty między Kościołami i
pragnienie kontynuowania wspólnej pracy. To dlatego obok wspólnego
planu duszpasterskiego i Katolickiego międzyrytualnego komitetu
duszpasterskiego została także stworzona międzyrytualna rada kapłańska.
Postanowiono przeprowadzać każdego roku, w pierwszym tygodniu lipca,
rekolekcje o charakterze międzyrytualnym dla wszystkich kapłanów
naszych diecezji. W końcu zostało stworzone, wciąż w duchu Synodu,
Zgromadzenie Ordynariuszy Katolickich Ziemi Świętej (AOCTS), które ma
za zadanie umacniać ducha wspólnoty i współpracy między nami.
Pośród inicjatyw, które również przyczyniły się do ożywienia
diecezji, należy wspomnieć komisje katechetyczne. W Jerozolimie i w
Ammanie nadano już im bardziej skuteczne ramy organizacyjnych. Nadto w
diecezji zostały wydane księgi liturgiczne: Komisja liturgiczna
wydrukowała, przetłumaczone na arabski, mszał codzienny i brewiarz. Na
szczególną wzmiankę zasługuje stworzenie przez bp. Selima Sayegha
centrum Regina Pacis w Ammanie. Centrum to, którego zadaniem jest
przyjmowanie i towarzyszenie młodym, prowadzi rekolekcje i rozmaite
sesje. Jest również ważnym miejscem dialogu islamsko-chrześcijańskiego
w różnych miastach Jordanii. Jeszcze inny projekt zaczyna być
urzeczywistniany w Jordanii: uniwersytet katolicki, pod który, jak
ufam, wkrótce zostanie położony kamień węgielny. Wiele było jeszcze
inicjatyw duszpasterskich, podejmowanych przez duszpasterzy i biskupów,
które Bóg wspierał i będzie wspierał swoją łaską.
Na poziomie regionalnym nadal działała Konferencja biskupów
łacińskich regionów arabskich (CELRA) utworzona w 1965 r., niedługo po
zakończeniu II Soboru Watykańskiego. Nowe formy współpracy zostały
nawiązane z Radą Patriarchów Katolickich Wschodu (CPCO), która odbywa
od 1991 r. coroczne spotkania. Rada skierowała do wiernych 9 listów
pasterskich, dotyczących zasadniczych tematów zarówno życia
chrześcijańskiego, jak i relacji chrześcijan z innymi religiami i z
państwami.
Życie ekumeniczne
7. Jezus modlił się o jedność swoich uczniów. Przewidywał
trudności w misji, która im powierzył. To dlatego prosił: "Ojcze
święty, zachowaj ich w Twoim imieniu, które mi dałeś, aby tak jak My
stanowili jedno" (J 17,11). Modlitwa ta towarzyszy nam zawsze i
pozostaje przykazaniem skierowanym do Kościołów, biskupów i wiernych,
aby ?byli jedno?. Wyrażając wolę Pana, abyśmy byli jedno jak On z
Ojcem, jest ona także dla nas zobowiązaniem moralnym
i teologalnym. To dlatego, nawet jeśli jurysdykcje nie pozwalają
nam być w jedności, to miłość uzdalnia nas do jednoczenia się w
prawdzie i stawania się znakiem i źródłem jedności dla narodów Ziemi
Świętej.
W Jerozolimie reprezentujemy 13 różnych Kościołów. Z
patriarchami i biskupami tych rozmaitych Kościołów chrześcijańskich
Jerozolimy - katolickich, prawosławnych i protestanckich - często
spotykaliśmy się, niekiedy co miesiąc, przyczyniając się w ten sposób
do stworzenia coraz większego braterstwa i zrozumienia między naszymi
wspólnotami. W roku 2000 mogliśmy przeżyć znaczące wydarzenie naszej
jedności, inaugurując razem początek trzeciego tysiąclecia na Placu
Narodzenia w Betlejem. Wydarzeniu temu towarzyszył list pasterski
podpisany przez trzynastu przywódców Kościołów Jerozolimy. Pośród
licznych dokumentów, które razem wypracowaliśmy, obok wspólnych
przesłań wielkanocnych i bożonarodzeniowych, skierowanych do naszych
wiernych i do świata, należy wspomnieć dwa dokumenty dotyczące statusu
Jerozolimy: pierwszy opublikowany w listopadzie 1994 r. i następny we
wrześniu 2006 r.
Nasze spotkania, nasze wspólne deklaracje miały zawsze za cel
działanie na rzecz dobra, pokoju i sprawiedliwości między
chrześcijanami wszystkich wyznań i wszystkich rytów, i to w trudnych
warunkach konfliktu dotykającego nas wszystkich. Chciałbym w tym
miejscu wyrazić moją wdzięczność Braciom patriarchom, hierarchom
Kościołów Jerozolimy, za ich przyjaźń i współpracę w czasie, który
upłynął od początku mojej posługi patriarchalnej.
Na poziomie Kościołów chrześcijańskich Kościoły katolickie
regionu zostały w 1990 r. członkami Rady Kościołów Środkowego Wschodu,
która nie przestaje być miejscem braterstwa, spotkania i współpracy
przywódców Kościołów Środkowego Wschodu, a przez nich 15 milionów
chrześcijan arabskich tej ziemi.
Cały Kościół Jerozolimy, bogaty swoimi trzynastoma wspólnotami,
rozwijał szczególną więź z Radą Ekumeniczną Kościołów. Przyczyniła się
ona do owocnej współpracy w dziedzinie krzewienia sprawiedliwości i
pokoju w Ziemi Świętej i w całym regionie. Rada wprowadziła w życie
program dla wolontariuszy z wszystkich Kościołów świata; program
służący współpracy Izraelczyków i Palestyńczyków w sytuacji konfliktu,
a także towarzyszenia Palestyńczykom w miejscach konfrontacji i
ograniczania ich wolności. Przyczyniła się także do stworzenia w
Jerozolimie Stałego biura dla rozwoju relacji ekumenicznych między
wspólnotami chrześcijańskimi.
Powołanie uniwersalne Ziemi Świętej
8. Ziemia Święta jest ziemią o uniwersalnym powołaniu. Bóg tak
zarządził, ponieważ chciał się tu objawić nie tylko jednemu ludowi, ale
całej ludzkości. Dlatego dzisiaj ziemia ta - z całą pewnością - należy
do wszystkich jej mieszkańców, ale także do całej ludzkości. Jest to
prawdą zarówno na planie politycznym dla dwóch narodów, które ją
zamieszkują, Izraelczyków i Palestyńczyków, jak i na planie wiary:
Żydów, chrześcijan, muzułmanów, druzów. Jest to jednak także prawdą na
planie duszpasterskim każdej diecezji i Patriarcha-tu łacińskiego,
któremu służyłem podczas tych 20-tu lat. Działalność duszpasterska i
modlitwa księdza, zakonnika, siostry zakonnej i świeckiego nie zamyka
się w granicach parafii, ale każda z tych osób powinna mieć w polu
widzenia całą diecezję, kraj z jego mieszkańcami, wreszcie świat, który
Pan chciał zbawić na tej ziemi.
II
Powołanie chrześcijańskie w Ziemi Świętej
Mała liczba
9. Chrześcijanie są nieliczni w Ziemi Świętej i w Kościele
jerozolimskim. Jest to nie tylko skutkiem uwarunkowań historycznych i
społecznych. Rzeczywistość ta pozostaje w bezpośrednim związku z
tajemnicą Jezusa na tej ziemi. Jezus przyszedł tutaj przed dwoma
tysiącami lat, ale Jego Apostołowie, uczniowie i wierni, którzy
uwierzyli w Niego, tworzyli tylko nieliczną grupę wokół Niego. Dzisiaj,
dwa tysiące lat później, Jezus pozostaje w tej samej sytuacji, "nierozpoznany" na Swojej ziemi, podczas gdy Jerozolima, miasto
Odkupienia i źródło pokoju dla świata, ani nie przyjęła Odkupienia, ani
nie znalazła pokoju. W tej sytuacji chrześcijanie nadal są tylko
nielicznymi świadkami Jezusa na Jego ziemi.
Być małym na tej ziemi oznacza po prostu żyć tak, jak żył
tutaj Jezus. Nie oznacza to życia pomniejszonego, na marginesie lub
składającego się tylko z obaw i niepewności. My wiemy, dlaczego
jesteśmy małymi, i wiemy, jakie miejsce powinniśmy zająć w naszym
społeczeństwie i w naszym świecie. Włączeni w misterium Jezusa
pozostajemy przy Nim na Kalwarii, mocni i wsparci nadzieją oraz
radością Zmartwychwstania, którą pragniemy przeżywać i dzielić z
innymi. Ziarnko gorczycy jest małe, mówi nam Jezus, ale wzrasta i staje
się drzewem, tak że "ptaki przylatują z powietrza i gnieżdżą się na
jego gałęziach" (por. Mt 13,31-32). Tak samo jest z zaczynem, który,
choć jest mały, wystarczy, aby zakwasić całe ciasto (por. Mt 13,33).
Być małym, widzieć w Jerozolimie miasto Odkupienia i pokoju
dla świata, a nie dla niej samej - oto, co określa powołanie każdego
chrześcijanina w Ziemi Świętej; powołanie do bycia świadkiem,
powołanie do życia trudnego, dzisiaj z powodu konfliktu politycznego, a
jutro, ponieważ jego życie pozostaje stałą walką o to, by być solą
nadającą smak, użytecznym zaczynem, światłem w społeczeństwie i
Odkupieniem, które realizuje się dzień po dniu w tajemnicy Boga.
Każde społeczeństwo opiera się na liczbie swoich obywateli,
swoich żołnierzy i uzbrojenia. My, chrześcijanie, liczni czy nieliczni, "liczymy" przede wszystkim na naszą wiarę. Jezus mówi: mając wiarę
możecie przenosić góry. Państwo mówi: mając technologie, dużą liczbę
ludzi i broni, mogę podporządkować sobie ziemię, otworzyć drogi i
zrównać góry. Lecz w rzeczywistości państwo nie potrafi zapewnić
pokoju. My zaś medytujemy słowa Jezusa: "jeśli będziecie mieć wiarę jak
ziarnko gorczycy, powiecie tej górze: <
>,
a przesunie. I nic niemożliwego nie będzie dla was" (Mt 17,20-21). To
dlatego, odwołując się do wszystkich użytecznych środków ludzkich,
próbujemy potwierdzać i umacniać naszą wiarę "w Tego, w którego
uwierzyliśmy".
Mała liczba chrześcijan powinna być dopełniana, na pierwszym
miejscu, przez wiarę; na drugim - przez uświadomienie sobie
odpowiedzialności każdego chrześcija-nina i chrześcijanki za
społeczeństwo, a także konieczności podjęcia części ofiary, koniecznej
do zbudowania i odnowy tego społeczeństwa; na trzecim miejscu wreszcie
przez formację, która czyni ich zdolnymi do tego dzieła. Formacja ta
jest dziełem całej wspólnoty, a nie tylko tych, którzy są przywódcami w
Kościele; we wspólnocie na wszystkich spoczywa troska o drugiego.
Obok stworzenia struktur instytucjonalnych formacji w Kościele - rozmaitych instytucji nauczania i edukacji religijnej,
najróżniejszych ruchów formacyjnych apostolskich i licznych organizacji
świeckich akcji społecznej - niektórzy wierni, duchowni lub świeccy,
zaczęli zwracać szczególną uwagę na formację, która sprawia, że
chrześcijanie, pomimo swojej niewielkiej liczby, są zdolni do podjęcia
odpowiedzialności w społeczeństwie. Trzeba wspomnieć tutaj o ważnej
pracy spełnianej przez Uniwersytet Betlejemski w ogólności, a przez
Wydział Studiów Religijnych szczególnie. Obok Uniwersytetu, należy
wspomnieć rozmaite centra, pracujące również nad tym zagadnieniem:
As-Sabeel, zajmujące się analizą i tworzeniem wizji życia
chrześcijańskiego w aktualnej sytuacji politycznej; Al-Liqa,
podejmujące dzieło dialogu religijnego; Komitet Laikatu, wzywający
świeckich do uświadomienia sobie odpowiedzialności chrześcijańskiej w
życiu publicznym; grupy młodych, znane pod nazwą Wusul, a mające za cel
nawiązywanie za pomocą środków elektronicznych więzi między
chrześcijanami arabskimi rozproszonymi w świecie; grupę świeckich,
podej-mujących dzieło katechezy niedzielnej w Jordanii; wreszcie Holy
Land Christian Ecumenical Foundaction (HCEF), której podstawowym celem
od dnia założenia stała się opieka nad emigrantami, tak aby pozostali
obecni w Ziemi Zbawiciela przez swoje myślenie, działanie i środki
materialne; aby pozostali świadkami Jezusa mimo odległości, a
jednocześnie przyczyniali się do rozwoju swojej nowej ojczyzny.
Chrześcijanie w społeczeństwie
10.
Chrześcijanin powinien zaakceptować siebie jako takiego. Zaakceptować
siebie jako chrześcijanina oznacza: przyjąć całą Ewangelię Jezusa
Chrystusa, Słowa wiecznego, wcielonego Boga i przeżywać swoją
codzienność, łatwą bądź trudną, w świetle tej tajemnicy. Jest to sposób
życia, który społeczeństwo, do którego zostaliśmy posłani, uważa za coś
niemożliwego.
Być chrześcijaninem, to po prostu poznać swoją wiarę, swoje
Święte Księgi, swoją tradycję i nauczanie Kościoła; to wiedzieć, w Kogo
i w co się wierzy; to żyć moralnością chrześcijańską; to modlić się i
żyć życiem sakramentalnym, a szczególnie Eucharystią, zwracając uwagę
na to, aby modlitwa i życie sakramentalne nie były aktami czysto
formalnymi i powierzchniowymi. Oznacza to również, że modlitwa i życie
sakramentalne nie izolują od społeczeństwa, ale przeciwnie są źródłem
nowej energii, kierującej chrześcijanina do społeczeństwa, aby mu
służył z tymi wszystkimi, którzy w nim żyją, niezależnie od ich
religii.
Poza tym być chrześcijaninem, to kierować spojrzenie wiary
na wszystkie wydarzenia życia. To widzieć Opatrzność Bożą i jej troskę
o nas, a także przypominać sobie o słowach Jezusa: ?ani jeden włos z
waszej głowy nie spadnie bez woli waszego Ojca, który jest w niebie?
(por. Łk 21,18). W świetle tej wizji, która łączy Boga z losami ludzi,
chrześcijanin zajmuje pozycję w służbie i miłości, ale także w
domaganiu się swoich praw. To ta wizja daje mu mądrość i dodaje odwagi,
aby stawiał czoła trudnościom i różnym formom ludzkiej przemocy. Nie
popadnie wówczas w zniechęcenie, ale wytrwa wobec wszelkiej formy
ucisku i przemocy, oraz wszędzie tam, gdzie Bóg domaga się od niego
zaangażowania.
Być chrześcijaninem, to żyć przykazaniem miłości pośrodku
swojej własnej wspólnoty, ale także wobec wszystkich ludzi. Kochać, to
najpierw widzieć twarz Boga w każdej osobie ludzkiej niezależnie od
tego, jaka jest jej religia lub narodowość; niezależnie od dobra lub
zła, która uczyniła ona sobie bądź innym. Każda bowiem osoba ludzka
jest stworzeniem Bożym jednym i jedynym. Jest dzieckiem Bożym. Niesie w
sobie chwałę Boga. Z Boga czerpie swą godność. To miłość przekształca
wszelkie działanie na rzecz ludzi w działanie na rzecz Boga, Stwórcy
człowieka.
Dlatego również Jezus powiedział: kochajcie wszyst-kich i
nie wykluczajcie nikogo, nawet wroga. Nie powiedział nam: Kochajcie
tylko przyjaciela. Przeciwnie, On mówi: "jeśli kochacie tych, którzy
was kochają, jaką macie za to odpłatę?" (Mt 5,46). Więcej jeszcze, On
nie mówi nam: kochajcie zło w nieprzyjacielu lub ucisk, który wam
niesie. On mówi: kochajcie Boga w każdej osobie, ponieważ jest ona
stworzeniem Bożym. To Bóg jest tym, którego kochamy w przyjacielu i w
nieprzyjacielu. Kiedy kochamy, naśladujemy Boga w Jego miłości do
wszelkich stworzeń. Ta miłość umacnia naszą wierność w miłości
przyjaciela i daje nam siłę, aby przeciwstawić się w nim złu, a nawet
aby położyć kres temu złu. Taka miłość jest mocniejsza niż nienawiść
lub jakikolwiek środek materialny, do którego odwołuje się ofiara, aby
odrzucić wrogość i położyć kres uciskowi.
Wynika z tego, że kochać oznacza także przebaczać. A
przebaczać, to oczyszczać swoje serce z odwetu, z nienawiści i z
płomieni zemsty. Nie oznacza to jednak porzucenia swoich słusznych
praw, przede wszystkim, jeśli chodzi o prawa wspólnotowe, takie jak na
przykład wolność, ziemia i suwerenność. Są to sprawy, co do których
jednostka nie jest zdolna do podejmowanych decyzji, po pierwsze
dlatego, że są one darem Bożym, który powinniśmy zachować, a po drugie,
ponieważ są one wspólne, co daje wierzącemu prawo do wspierania swojej
wspólnoty, gdy domaga się ona, aby były respektowane. To czyniąc,
chrześcijanin działa w jedności ze społeczeństwem i wpiera je czy to w
obronie słusznych praw, czy w wysiłku ich odzyskania.
Wreszcie miłość jest dzieleniem się i komunią. Znamy po
dziś dzień w naszych wspólnotach wierzących miłość pod postacią
jałmużny czy szlachetnych darów. Ten sposób wyrażania miłości jest
dobry, ale powinien być przekraczany i stawać się dzieleniem i komunią.
Oznacza to, że w łonie wspólnoty wierzących na każdym mężczyźnie i na
każdej kobiecie spoczywa troska o innych taka sama, jak o swoich
bliskich. To dlatego wspólnota podejmuje wysiłki, aby zapewnić
wszystkim swoim członkom życie wolne od niedostatków; życie godne pod
względem duchowym i materialnym; życie na podobieństwo chrześcijan
pierwszego Kościoła jerozolimskiego, który został opisany w księdze
Dziejów Apostolskich (Dz 2,42-46; 4,32-34).
Aby pozostać, żyć i działać zarówno tutaj, w Ziemi
Świętej, jak i we wszystkich krajach Środkowego Wschodu, chrześcijanie
powinni zaakceptować siebie jako takich, tj. jako wierzących, a nie
tylko jako wspólnotę różną od innych lub oddzielną grupę społeczną.
Wynika z tego, że powołanie chrześcijańskie nie polega na podejmowaniu
walki ze swoim społeczeństwem ani co więcej na poddawaniu się w obliczu
niesprawiedliwości lub rozmaitych form ucisku. Z drugiej strony
chrześcijaninowi nie wolno zająć miejsca na margi-nesie społeczeństwa,
mówiąc: ?Ten kraj nie jest już moim krajem, inni się nim zajmują i na
nich spoczywa odpowiedzialność?. Autentyczny chrześcijanin wie, że jest
ważną częścią społeczeństwa, że powinien stawiać czoła stającym przed
nim wyzwaniom, a także podejmować wraz z członkami społeczeństwa część
odpowiedzialności, która na nim spoczywa.
Co więcej, chrześcijaninowi, który uczestniczy w życiu
publicznym, nie wolno niejako odłożyć na bok swojej wiary i pozbawiać
się energii oraz darów duchowych, których Bóg mu udzielił jako
chrześcijaninowi, pod pretekstem, że w ten sposób, będąc bardziej
niezależnym, wypełni swoje obo-wiązki w dziedzinie politycznej,
ekonomicznej i społecznej. Tego rodzaju postawa ujawniała się w
niektórych okresach historii świata arabskiego, kiedy to chrześcijanie
wnosili bardzo ważny wkład w życie społeczne, zarazem jednak niektórzy
z nich porzucali wartości chrześcijańskie, a nawet swoją wiarę. To
porzucenie wiary, częściowe lub całkowite, ma niekiedy miejsce jeszcze
dzisiaj, rzekomo, aby uniknąć fanatyzmu i nie doprowadzać do zderzenia
różnych wraż-liwości religijnych. Z całą pewnością nikt nie domaga się
od chrześcijanina, aby wyrażał swoją wiarę w postawach fanatycznych i
prowokacyjnych. Wymaga się jednak od niego, aby wzbogacał społeczeństwo
darami i źródłami energii duchowych, które otrzymał. Tego żąda od niego
samo społeczeństwo. Czemu służy to, że chrześcijanin chce pozostać
różny od innych, jeśli jego wiara - rzeczywiście różna - nie wnosi nic
nowego do społeczeństwa?
Wspólnoty wyznaniowe
12. Niewielką
wspólnotę chrześcijańską w Ziemi Świętej dzielą nie tylko różnice
teologiczne, ale także różnice wyznaniowe. Na początku wspólnoty te
rodziły się wokół szczególnej tradycji liturgicznej. Ale wskutek
skompliko-wanych uwarunkowań historycznych tradycje liturgiczne
przekształciły się we wspólnoty wyznaniowe, niekiedy nawet etniczne.
Przywódcy tych wspólnot byli traktowani jako odpowiedzialni za
lojalność wiernych wobec władz politycznych. Chrześcijanie zaś odnosili
się do kontekstu narodowego nie jako indywidualni obywatele, lecz przez
swoje wspólnoty religijne. Ze wspólnot wiary i liturgii wspólnoty te
przekształciły się we wspólnoty interesu, odgrywając ważną rolę w
kształtowaniu tożsamości nie tylko religijnej swoich członków, lecz
także tożsamości społecznej i narodowej. W ten sposób, w pewnych
miejscach, dla niektórych osób, świeckich czy duchownych, własna
wspólnota stała się elementem oddzielenia i separacji pomiędzy
wierzącymi. Niekiedy nawet dochodzi do konkurencji i rywalizacji. Każda
wspólnota chce się okazać większą i mocniejszą niż inna; pragnie mieć
piękniejszy kościół, większą szkołę itd. W ten sposób jednak inni
chrześcijanie, tylko dlatego, że są członkami innej wspólnoty, nie mają
już miejsca w modlitwie naszych braci i sióstr, w naszej wrażliwości.
Stają się dla nas obcy.
Z drugiej strony, kiedy stajemy się dzisiaj mniej liczni i
zarazem musimy stawić czoła licznym i wielkim wyzwaniom, wprost narzuca
się potrzeba solidarności i współpracy. Często wierni świeccy bardziej
odczuwają tę potrzebę i wywierają wpływ na przywódców religijnych, aby
mocniej działali na rzecz jedności. Tylko razem jesteśmy wielcy lub
mali. Nikt nie może się stać wielki bez innego lub na szkodę innego. W
naszych wzajemnych stosunkach jako Kościoły lub wspólnoty wyznaniowe
powinniśmy postępować według zasady: "Z jednej strony wierność nam
samym, naszej własnej liturgii, Kościołowi, w którym Bóg dał nam łaskę
chrztu; z drugiej miłość wobec braci i sióstr, którzy należą do innego
rytu i znajdują się na zewnątrz naszej wspólnoty wyznaniowej, ale
stanowią część rodziny Bożej". Postawa chrześcijanina, jakakolwiek by
była jego wspólnota lub wyznanie, to postawa umiłowania miłością tak
wielką, jaką miłuje Bóg. "Bo wy wszyscy, którzyście zostaliście
ochrzczeni w Chrystusie przyoblekliście się w Chrystusa. Nie ma już
Żyda, ani poganina, nie ma już niewolnika i człowieka wolnego, nie ma
już mężczyzny ani kobiety, wszyscy jesteście kimś jednym w Chrystusie
Jezusie" (Ga 3,27-28).
Synod Kościołów katolickich Ziemi Świętej pomógł nam
nawiązać prawdziwe więzy solidarności i współpracy między naszymi
Kościołami. Ten wysiłek powinien być jednak kontynuowany. Musimy
wychowywać chrześcijan, którzy są nam powierzeni, w ten sposób, aby
zrozumieli swoje powołanie wobec wszystkich, bez podziałów na
przynależność wyznaniową lub wspólnotową. Powinni oni odkrywać, że
Kościół jest pierwszy, a wspólnota wyznaniowa idzie potem. Powinni
rozumieć, że Kościół Boży ma otwarte podwoje, aby przyjmować modlitwy
wszystkich chrześcijan i posyłać ich dalej, na zewnątrz, do
społeczeństwa, do każdego wierzącego, jakikolwiek by był jego Kościół,
i do każdej osoby ludzkiej, jakakolwiek byłaby jej religia.
Sekty i nowe ruchy chrześcijańskie stanowią część naszego
życia chrześcijańskiego i naszej rzeczywistości politycznej. Z punktu
widzenia chrześcijańskiego grupy te sieją zamieszanie w wierze naszych
wiernych, wykorzystują ich ubóstwo materialne i duchowe i jeszcze
bardziej wzmagają nasze podziały. Z punktu widzenia politycznego czy to
Izraela, czy to krajów arabskich, mają one pewną wizję, która,
odwołując się do rzekomych argumentów biblijnych i religijnych, wspiera
nie tylko egzystencję polityczną państwa Izrael, ale także
niesprawiedliwość, wyrządzaną narodowi palestyńskiemu. Fenomen ten jest
podstawą zdecydowanego apelu kierowanego do wiernych świeckich, aby
lepiej uświadamiali sobie bogactwa i wymagania swojej wiary. A także do
pasterzy, aby lepiej odpowiadali na głód religijny wiernych poprzez
częstszą obecność wśród nich i lepsza formację religijną.
Chrześcijanie w ogniu konfliktu
13. Nasze
społeczeństwo żyje w konflikcie zbrojnym. Jest to okupacja izraelska
terytoriów palestyńskich, jest to także domaganie się przez Izrael
bezpieczeństwa i uznania swojego istnienia. Jak wszyscy mieszkańcy tej
ziemi, chrześcijanie Palestyńczycy i Izraelczycy, są częścią tego
konfliktu. W żadnym wypadku nie mogą pozostać oni widzami, gdy inni
płaca cenę wolności i godzą się na ofiary z nią związane. Pozostać
widzem oznaczałoby znaleźć się na marginesie, stać się obcym mężczyznom
i kobietom swojego ludu. Nie takie jest powołanie chrześcijańskie. Jak
wszyscy Palestyńczycy jesteśmy ofiarami okupacji. Jak wszyscy
Palestyńczycy musimy płacić cenę za poszukiwanie naszej wolności
politycznej, ekonomicznej i pod pewnymi aspektami religijnej,
w tym, co dotyczy dostępu do miejsc świętych i do samej
Jerozolimy. Poszukiwać wolności, płacić jej cenę i stawiać opór,
wszystko to z pewnością jest także naszym obowiązkiem. My jednak
wierzymy również w przykazanie miłości, a zatem w opór, który wchodzi w
logikę miłości chrześcijańskiej; w opór bez użycia przemocy, który może
doprowadzić oba narody do tego, że w równy sposób będą się cieszyć
wolnością, suwerennością i bezpieczeństwem.
Konflikt, który rozdziera nasz kraj, wydaje się być bez
końca i nie mieć rozwiązania. Wizję chrześcijańską tych spraw, tu, w
samym sercu naszych zmagań, można ująć w następujący sposób: ta ziemia
jest naszą ziemią i należy ona do dwóch ludów. Ale jest ona najpierw
ziemią Boga. Historia, którą tu tworzą ludzie, czy to przez nienawiść i
przelaną krew, czy też przez dialog i współpracę, tworzą ją oni
świadomie bądź nieświadomie pod czujnym okiem Boga, Pana historii,
który przyodział tę ziemię szczególną świętością. Tutaj wszyscy mają do
czynienia z misterium Boga. Świadczą o tej prawdzie miejsca święte, w
których wierzący trzech religii odnoszą się do Niego. Mimo to,
pozostają one jednocześnie miejscami konfliktu, śmierci i nienawiści.
Jest to sprzeczne z naturą i powołaniem całej Ziemi Świętej. Na ziemi
Bożej tylko drogi Boże prowadzą do rozwiązania konfliktu. Przemoc ze
strony ludzi, czy to najmocniejszych, czy też najsłabszych, nie jest
ani normalna, ani skuteczna w dochodzeniu do pokoju. Na ziemi Boga
pokój będzie darem Bożym i wierzący obu ludów i trzech religii powinni,
przez szczerą przynależność do Boga i harmonię swego postępowania z
wiarą w jednego Boga Stwórcę, kochającego wszystkie stworzenia,
przygotować nadejście godziny Bożej dla tej ziemi - godziny, w której
On sam zaprowadzi pokój.
Trzeba, żeby wszystkie dzieci Ziemi Świętej - dzieci i
stworzenia Boże, bracia i siostry, żyli razem. Aby tak się jednak
stało, trzeba także aby wszyscy uważali się za równych sobie, za
mających te same prawa i te same obowiązki, bez wywyższania się jedni
ponad drugich, bez poniżania i podporządkowywania jednych drugim.
Rzeczywistość, aż po dziś dzień, nie odpowiada tej wizji. Tymczasem
mocni na tej ziemi, podobnie jak ci, którzy stawiają opór, wierząc w
potęgę siły, powinni starać się o jej urzeczywistnienie. Aby stawiać
opór, uzyskać sprawiedliwość i zaprowadzić pokój, trzeba także, aby
ofiara nie pozwalała przekształcić się w agresora i terrorystę.
15. Każdy
chrześcijanin tam, gdzie żyje w świecie, należy do swojego narodu i
swojego kraju. W ten sam sposób chrześcijanie krajów arabskich, w
Palestynie i Izraelu, należą do ich kraju i narodu. Jeśli chodzi o
chrześcijan arabskich w Izraelu, już wcześniej określiliśmy niejako
składniki ich tożsamości: są oni Arabami, są chrześcijanami i są
włączeni do państwa Izrael. W zależności od tych trzech składników
powinni oni sami decydować o postawach, które zajmują w życiu
codziennym.
Chrześcijanie, z tego samego tytułu co inni, są w pełni
obywatelami swego kraju. Mają te same prawe i te same obowiązki.
Konstytucje krajów Środkowego Wschodu uznają ten fakt. Stosunki z
władzami państwowymi i religijnymi są dobre. Na poziomie stosunków
międzyludzkich realne są - i to już od wieków - koegzystencja,
sąsiedztwo i współpraca w różnych dziedzinach: wychowania, kultury,
ekonomii, polityki itp. Tylko dwie dziedziny pozostają zamknięte:
dogmat i rodzina, i to do tego stopnia, że gdy się ich dotknie,
sytuacja grozi wybuchem. Wówczas właśnie potrzebne są struktury
mediacyjne, które mogą uspokoić sytuację. Dialog międzyreligijny nie
dotyczy dogmatu. Jego przedmiotem są tematy społeczne, a celem
wspieranie pokojowej koegzystencji i jak najlepszej współpracy.
Oczywiście, zdarzają się konflikty pomiędzy jednostkami i niekiedy
przyjmują one wymiary konfliktu zbiorowego między muzułmanami a
chrześcijanami. W takich przypadkach podejmowanie koniecznych działań,
prowadzących do pojednania, spoczywa na rządach, a także na
tradycyjnych strukturach mediacyjnych. Trzeba stwierdzić, że stosunki
między muzułmanami i chrześcijanami nie osiągnęły jeszcze poziomu
doskonałej równowagi. Zmierzanie do realizacji tego celu jest powolne,
a droga długa. Należy ją każdego dnia polepszać.
Potrzebę wspólnego działania muzułmanów i chrześcijan
dostrzega się szczególnie wraz z pojawieniem się ekstremistycznych
ruchów religijnych. Należy wspólnie stawić czoła tym tendencjom, które
mogą zagrażać całemu społeczeństwu. Islamskie ruchy
polityczno?religijne wierzą, że rozwiązanie wszystkich problemów
znajduje się w ścisłym stosowaniu islamu jako religii i jako systemu
politycznego i społecznego wobec wszystkich, zarówno wobec muzułmanów,
jak i niemuzułmanów. Postawa chrześcijańska w stosunku do tych nurtów
jest następująca: po pierwsze - jak to zostało wyżej powiedziane -
powinniśmy zjednoczyć się z muzułmanami, aby wspólnie stawić czoła
ekstremizmowi, który zagraża zarówno im, jak i chrześcijanom; po
drugie, jeśli te ruchy religijne dojdą pewnego dnia do opanowania
całego społeczeństwa, wówczas dialog z nimi będzie już wyłącznie
marginesem. Jeśli tak się stanie, wtedy chrześcijanom pozostanie tylko
jedna rzecz do zrobienia: nie ulec strachowi, lecz domagać się szacunku
dla swoich praw jako obywateli i do głoszenia wiary chrześcijańskiej.
Jednocześnie powinni oni być przygotowani do składania świadectwa
Chrystusowi, bądź to przez trudy codzienności, bądź nawet przez ofiarę
życia. Jeśli na nowo, tak jak to było w pierwszych wiekach Kościoła pod
władzą Cesarstwa Rzymskiego, nadszedłby dla chrześcijan czas
męczeństwa, wówczas oczyści ono życie wspólne, umocni wierzących w ich
wierze, da nowe oblicze naszemu społeczeństwu.
Trzeba jednak pytać się, dlaczego ekstremistyczne ruchy
religijne rodzą się i rozrastają. Po pierwsze, dlatego, że u pewnych
osób stwierdza się potrzebę autentycznego życia religijnego. Po drugie,
nurty te wpisują się w serię reakcji: reakcji na nierówność społeczną,
ubóstwo i niesprawiedli-wość w społeczności arabskiej i muzułmańskiej;
reakcji na inwazję ?Zachodu? w społeczeństwach arabskich i
muzuł-mańskich na poziomie wartości i moralności, a także środków
komunikacji społecznej; reakcji na ingerencję ?Zachodu? na poziomie
politycznym; i wreszcie reakcji na nierówności, które istnieją między
narodami. Wszystko to dorzuca się do otwartych konfliktów w Izraelu,
Palestynie i Iraku.
Te nurty religijne, wobec całej swej złożoności i
niebezpieczeństwa zagrażającego z ich strony muzułmanom i
niemuzułmanom, a także całemu światu, zyskają przewagę, jeśli
odpowiedzialni za politykę w arabskich krajach islamskich nie dojdą do
stworzenia społeczeństwa bardziej sprawiedliwego i bardziej
bezpiecznego; jeśli islam nie odnowi się od środka, aby odpowiadać na
potrzeby religijne wierzących i aby nie pozwolić ekstremistom na
przekształ-cenie religii w fanatyzm i źródło przemocy; wreszcie, jeśli
polityka międzynarodowa nie położy kresu różnorodnym formom kolonizacji
narodów.
Chrześcijanie i Żydzi w Ziemi Świętej
16.
Pomimo trwającego konfliktu, pomimo śmierci i doświadczanych co dzień
zabójstw i przemocy, także na poziomie relacji
chrześcijańsko?żydowskich kształtuje się bardziej ludzka rzeczywistość
dialogu i kontaktów międzyosobowych na różnych płaszczyznach
religijnych i politycznych. W ramach szkół, na poziomie lokalnym i
międzynarodowym, są podejmowane liczne inicjatywy spotkań młodych
Palestyńczyków chrześcijan lub muzuł-manów i młodych Izraelitów żydów.
Istnieją także niemało stowarzyszeń dialogu między żydami a
chrześcijanami. W ramach patriarchatu Komisja diecezjalna do spraw
judaizmu przyczyniła się do podjęcia kontaktów i rozpoczęcia dialogu.
Celem Komisji jest słuchanie judaizmu i Żydów oraz ich zrozumienie
poprzez świadectwo Żydów włączonych w liczne sektory społeczeństwa
izraelskiego. Kładzie się również akcent na koegzystencję i postawy,
które należy zajmować w konkretnych sytuacjach kraju: konfliktu,
okupacji i braku bezpieczeństwa. Studiuje się nadto rzeczywistość
teologiczną dotyczącą konfliktu, aby wejść w dialog lokalny między
osobami żyjącymi na tym samym terenie, Palestyńczykami chrześcijanami i
Izraelczykami żydami, a także, aby - jako ludzie wierzący - zastanawiać
się i wymieniać poglądy nad realiami naszej egzystencji. Liczni
palestyńscy członkowie Kościoła lokalnego zostali wezwani do
uczestniczenia w prowadzonym pod egidą Papieskiej Rady do Spraw
Jedności Chrześcijan dialogu Kościoła powszechnego z judaizmem.
Wymagania dialogu
17. Lokalny dialog
międzyreligijny, który został zapo-czątkowany przez częste kontakty
miedzy muzułmanami, Żydami, chrześcijanami, doprowadził w ostatnich
czasach do stworzenia Rady instytucji religijnych Ziemi Świętej, w
której trzy nasze religie są reprezentowane na najwyższym stopniu.
Dialog ten przyciągnął uwagę polityków i stworzył nową rzeczywistość w
Ziemi Świętej: przywódcy religijni trzech religii, pierwszy raz w
historii, spotykają się i zastanawiają się nad środkami zaprowadzenia
pokoju. W dialogu tym został uwypuklony wymiar osoby wierzącej w jej
relacji do Boga - jako wierzący w obecności Jednego Boga pragniemy
podejmować wspólną refleksję. Zarazem podkreśla się znaczenie wspólnych
wartości ludzkich takich, jak szacunek dla odrębności i zdolność do
pojednania w dążeniu do sprawiedliwości i pokoju, a także wartości
religijnych takich, jak zapominanie siebie i miłość bliźniego, który
podobnie jak ja jest stworzeniem Bożym.
Mimo to, nasze społeczności o charakterze religijnym
pozostają naznaczone niedojrzałością w tym, co dotyczy akceptacji i
szacunku wobec innego. Chrześcijanie, muzułmanie i Żydzi nie nauczyli
się jeszcze żyć razem i czynić możliwym i zgodnym życie wspólne. Są
jednostki, ekstremiści lub ignoranci, które wciąż odnawiają sprawy z
przeszłości i nie przestają podtrzymywać atmosfery nieufności,
podejrzeń i strachu wobec współobywateli należących do innej religii.
Dialog między przywódcami i elitami już istnieje. Jest on
użyteczny i ma przyszłość. Tym jednak, czego potrzebujemy, jest nowa
edukacja młodych pokoleń. Jeśli chcemy społeczeństwa żyjącego w pokoju
i usunięcia napięć zarówno sytuacyjnych, jak i strukturalnych, system
edukacji powinien ulec zmianie i to we wszystkich środowiskach
wychowawczych: w domu, w szkole, w miejscach kultu i w mediach. We
wszystkich religiach młode pokolenia powinny móc usłyszeć idący właśnie
w tym kierunku wyraźny apel - apel do akceptacji innego i współpracy z
nim: inny, który nie wyznaje tej samej religii co wy, nie jest ani
wrogiem, ani obcym. Jest on bratem, którego należy kochać, z którym
trzeba współpracować i budować społeczeństwo. Również ekstre-mizm,
który żywi się z jednej strony nieznajomością przeszłości, z drugiej
zaś niesprawiedliwością i obawami o dzień dzisiejszy powinien znaleźć
antidotum w tym nowym systemie edukacyjnym.
III
W kierunku przyszłości
Do moich kapłanów
18.
Dziękuję wam wszystkim, drodzy kapłani, za waszą miłość i modlitwy.
Bóg wynagrodzi wam waszą wielką gorliwość. Niech towarzyszy On swoją
łaską naszemu seminarium, które kroczy wiernie swoją drogą i realizuje
swoja misję od założenia w 1848 r. aż po dzień dzisiejszy. Dzięki Bogu
mamy powołania, pochodzące na pierwszym miejscu z Jordanii, a następnie
z Palestyny i wreszcie z Izraela. Dziękuję zespołowi kapłanów, którzy
podjęli się misji towarzyszenia seminarzystom i życia razem z nimi w
seminarium.
Moim kapłanom chcę powiedzieć: zachowujcie zawsze
gorliwość, której dowody wciąż dajecie. Dzisiaj mogę powiedzieć każdemu
z was: "znacie swoje owce i swoje owce was znają" (por. J 10). Jest to
wielką łaską dla was i dla całej diecezji. Zarazem jednak sytuacja
społeczeństwa, parafii i samych kapłanów doznaje znaczących przemian.
Jedną z nich jest to, że zauważa się powstawanie pewnego dystansu
pomiędzy duszpasterzami a parafianami. Aby pozostać na tym samym
poziomie służby jak w przeszłości, miejcie zawsze w polu widzenia
istotę misji kapłańskiej: poznać Jezusa Chrystusa i czynić wszystko,
aby był poznany. Kapłan naszego Patriarchatu jest wezwany do tego, aby
być pasterzem parafii. Pasterz parafii ma za zadanie być katechetą w
szkole, podczas głoszenia homilii, podczas wizyt składanym rodzinom, w
toku różnorodnych działań pastoralnych i w każdych innych warunkach.
Umiejcie zachować wolność i dyspozycyjność, aby poznawać Jezusa
Chrystusa i sprawiać, by był On poznawany w każdej parafii, małej czy
wielkiej. Nie wahajcie się akceptować, a nawet wybierać miejsc
najtrudniejszych dla realizowania misji kapłańskiej. Łaska Boża będzie
wtedy najobfitsza. Zachowujcie wolność, jeśli chodzi o miejsca i osoby.
Niech nic ani nikt, ani pieniądze, ani przyjaźnie, ani plany budowlane,
ani nawet projekty pastoralne nie staną się więzami, które krępują
waszą wolność i przeszkadzają pójść tam, gdzie zostajecie posłani.
Praca bowiem, która zostaje wam powierzona, nie jest wasza. Jest to
praca Boża. "Ojciec mój działa do tej chwili i Ja działam", mówi Jezus,
wskazując, że jesteśmy tylko narzędziami w działaniu Bożym w naszej
diecezji. (J 5,17). Pracujcie więc i jako słudzy Kościoła mówcie: "Słudzy nieużyteczni jesteśmy; wykona-liśmy to, co powinniśmy wykonać"
(Łk 7,10). Tam, gdzie jesteście posłani, jesteście narzędziem Boga i
dlatego, gdy prosi się, abyście przerwali nieukończoną pracę,
pozostawcie ją w tym stanie: Bóg będzie wiedział, jak dokończyć dzieło
rozpoczęte przez Niego poprzez was. Jeśli będziecie kładli nacisk na
to, aby pozostać tam z własnej woli, podejmujecie ryzyko, że nie
będziecie działać jako posłani i wykonujący dzieło Boże, lecz tylko
swoje dzieło. Wielkim niebezpieczeń-stwem osób poświęconych, posłanych
na pole Pana jest przekształcanie dzieła Bożego w osobiste; to właśnie
wtedy rozpoczynają się trudności, rywalizacja lub nieposłuszeństwo i
wtedy właśnie wysycha źródło łaski Bożej.
Potrzebujemy budowli z kamienia: centrów pastoral-nych,
szkół, kościołów, sal parafialnych. To wszystko nie może jednak stać
się przeszkodą i powodować, że stracimy z pola widzenia cel, dla
jakiego wznosimy nasze budowle. Warunkiem ich wznoszenia nie są tylko
pieniądze, ale zdolność do odnajdywania momentów ciszy przed Bogiem,
chwil wstawiennictwa za wiernych i czasu, który potrzeba nam dla
katechezy. Jak Mojżesz na Górze Nebo, która wznosi się pośrodku naszych
parafii, powinniście także prosić i wstawiać się za swoim ludem.
Zbudowaliśmy dużo. Tymczasem wierni potrafią dobrze
rozróżniać pomiędzy duszpasterzem, który się modli, i tym, który się
nie modli. Niestety, ten drugi pozwala się czasem omamić przez inne
osoby, które wmawiają mu, że kamienne budowle są kryterium jego
sukcesu.
Duszpasterz jest dla ludu, a nie lud dla duszpasterza.
Ludzie nie są po to, aby nam służyć. To my jesteśmy posłani, aby
służyć. Jezus mówi: "Ja jestem pośród was jako ten, który służy" (Łk
22,27). Stąd konieczność przyjmowania wszystkich wiernych, niezależnie
od ich poziomu cultural-nego i pozycji społecznej. Wszyscy, niezależnie
od tego, jakie jest ich posiadanie i wiedza; niezależnie od tego, jakie
jest ich uczestnictwo w życiu parafialnym; niezależnie od tego, jakie
są ich potrzeby materialne i duchowe; wszyscy, nawet jeśli stają się
uciążliwi lub przeszkadzają, stanowią przedmiot naszej misji i miłości.
A pośród nich na pierwszym miejscu ubodzy pod względem materialnym lub
duchowym. Do wszystkich bez wyjątku jesteśmy posłani, aby pomóc im
widzieć Boga. Możemy spotkać osoby, wobec których wszelkie
oddziaływanie duszpasterskie wydaje się bezużyte-czne, a wszelkie
zmiany w ich duchowym usposobieniu - niemożliwe. Dla Boga nic nie jest
nie możliwe. Dla wierzącego także. Wystarczy rozpocząć, a łaska Boża
dokona reszty. Zresztą dobroć, złożona przez Boga w ludziach, może
niekiedy zaskakiwać nas i przekraczać nasze ludzkie oczekiwania. My
siejemy dzisiaj, jutro ktoś inny będzie zbierał plon. Jeśli jednak my
dzisiaj nie siejmy, to nigdy nie będzie żniw. "Ja zasadziłem, Apollos
podlewał, ale Bóg sam dał wzrost" (1 Kor 3,6).
W pewnym momencie pojawił się u księży wzrost uczuć "regionalnych". Mam nadzieję, że ten duch dzisiaj uległ rozproszeniu i
nigdy się nie odrodzi. Nic bowiem nie powinno dzielić kapłanów, którzy
pracują na tym samym polu Pańskim i którzy każdego poranka składają tę
samą Eucharystię. Ufam, że niektóre zachowania ludzkie nie spowodują
rozkładu misji powierzonej przez Boga, aby Kościół pozostawał żywy
poprzez swoich kapłanów i mógł wzrastać poprzez ich wiarę, modlitwę i
katechezę "Bracia, a przeto upominam was, w imię Pan naszego Jezusa
Chrystusa, abyście byli zgodni i aby nie było wśród was rozłamów;
byście byli jednego ducha i jednej myśli" (1 Kor, 1,10).
Traktujcie wasze powołanie serio. Odnawiajcie każdego dnia
trudną decyzję, którą podjęliście w sposób wolny podczas waszych
święceń - decyzję codziennego ofiarowania swojego życia; decyzję, która
z powodu znudzenia lub doświadczeń, może upodobnić się do codziennego
umierania. Momenty milczenia przed Bogiem mają właśnie za cel
odnowienie i ponowne podjęcie tej trudnej misji. Stąd waga poświęcenia
w waszym życiu odpowiedniej ilości czasu na stanięcie w Bożej
obecności, aby na nowo zaczerpnąć odwagę i móc odczytywać wolę Bożą we
wszystkich wydarzeniach naszego życia prywatnego i publicznego.
Opatrzność Boża czuwa i wszystko to, co Bóg pozwala, aby dokonało się w
naszym życiu, jest słowem, które do nas kieruje. Wreszcie, powinniśmy
być świadomi, że od naszego przyjęcia lub odrzucenia powołania, jak
również od sposobu jego przeżywania zależy ni mniej ni więcej tylko
życie lub śmierć duchowa mężczyzn lub kobiet. Jezus powiedział: "przyszedłem, aby mieli życie" (J 10,10) i kapłani są posłani w tym
celu: być dawcami życia.
+ Michel Sabbah, patriarcha
Jerozolima, 1 marca 2008 roku