Pośród ciał niebieskich możemy wyróżnić planety, gwiazdy, księżyce, meteory (spadające gwiazdy), planetoidy, gwiazdozbiory (konstelacje), a te tworzą galaktyki.
Hipoteza rozwoju gwiazd jest bardzo ciekawa. Najpierw mamy do czynienia z tzw. „zupą kosmiczną”, wymieszanymi prostymi elementami. Gwiazdy tworzą się od czasu, gdy pojawią się zagęszczenia spowodowane grawitacją. To grawitacja powoduje skupienie małych układów, które tworzą „węzły” zwane protogalaktykami.
To pierwsza duchowa wskazówka: należy dostrzec, jakie istnieją centra przyciągania, gdzie pociągane są pragnienia, jakich realizacji się pragnie. Gwiazda duchowa winna świadomie utrzymać jedyny układ grawitacyjny, którym jest Bóg, a nie na przykład świat.
Protogalaktyki łączą się w galaktyki, a te z kolei – w gromady galaktyk. Znaczy to, że należy wypatrzeć, kto w moim środowisku żyje w podobnym boskim przyciąganiu, łączyć się we wspólnoty, na przykład konsekrowanych, które mają święte ideały, chcąc wieść życie na sposób Boga.
Procesy gwiazdotwórcze dokonują się w tzw. obłokach molekularnych, których głównym składnikiem jest ciemna materia. Obłok znany jest z Biblii jako miejsce, w którym można się schronić, które naznaczone jest szczególnym działaniem Boga i w którym dokonują się boskie tajemnice. Trzeba tam skupić swą pierwotną, ciemną materię, która później stanie się bardziej subtelna, uduchowiona. W obłoku, jak zapewniają specjaliści od astronomii, podnosi się wydatnie temperatura i materia gęstnieje. W duchowości ma to proste przełożenie na rozpalenie się sprawami duchowymi (gorliwość o rzeczy Boże) oraz skupienie wewnętrzne, które koncentruje coraz bardziej na Bogu i Jego miłości.
Pierwotna mgławica zaczyna się kurczyć, powodując wzrost gęstości i temperatury w centrum, co nazywa się kondensacją gwiazdy. Owo „kurczenie się” w duchowym znaczeniu jest związane z wycofywaniem się z różnego typu zaangażowań (środowiskowe, towarzyskie), by pogłębić samotność jako przestrzeń zastrzeżoną dla Pana. Przestaje wtedy interesować tzw. „świat”, a barw nabiera relacja ze Stwórcą.
W pewnym momencie następuje kolaps, który powoduje tak istotną zmianę, że gwiazda zaczyna produkować i promieniować energię. Jest to podobne do przebudzenia olbrzyma, do rozwoju wyobraźni religijnej, kiedy człowiek pragnie ewangelizować, pociągać innych do Pana, a więc – promieniuje Bogiem. W najlepszej swej kondycji i rozwoju gwiazda zwana jest „czerwonym olbrzymem”.
Istnieją jednak gwiazdy zwane magnetarami – to ciała obracające się wokół własnej osi bardzo szybko i mające niewielkie rozmiary. Z duchowego punktu widzenia to niechlubna część egoistów, którym nie udało się wyrwać z zasięgu własnej grawitacji i kręcą się jedynie wokół siebie. Czasem zdarzy się cud tzw. konwekcji, kiedy większe gorące warstwy magnetara przemieszczą się w pobliże powierzchni i zmieni się pole magnetyczne. Jest wtedy szansa na zmianę.
Mamy też do czynienia z gwiezdną podróbką. Kwazary są obiektami gwiazdopodobnymi, ale zupełnie innymi od prawdziwych gwiazd. Odkryto je dopiero w XIX w. Czasami trzeba mieć dobre oko, by wychwycić fałszywą „gwiazdę-świętoszkę”. Bywa, że gwiazda przechodzi wypalenie i tworzy się tzw. brązowy karzeł, końcowe stadium, powoli stygnący obiekt. Jeszcze gorszym przypadkiem jest tzw. czarny karzeł, a finalnie – pozostałość po gwiazdach, zwana wystygłym białym karłem (czyt. acedia).
Ciekawą rzeczą jest to, że zasadniczym elementem wydzielanej energii i świecenia jest hel, bo gwiazdy to twory gazowe. Jest on jak miłość, która wszystko, czego dotknie, zmienia w rzeczy miłe Bogu (św. Faustyna).
Gwiazdy dla astronomów spełniają rolę tzw. „wzorców jasności”. Dzięki nim można wiele dowiedzieć o wszechświecie. W naszym duchowym kontekście mamy wzorce świętości, dzięki czemu wiele dowiadujemy się o Bogu i Jego wrażliwości, miłości i zwyczajach, a także Jego upodobaniach. Cóż na koniec? Oczywiście zachęta: zostań gwiazdą!