home

Ziemia jest twoim okrętem, nie siedzibą.
Newsletter

Jeśli chcesz dostawać informacje podaj swoje imię i adres e-mailowy

 
 

Wszystko tutaj mówi o Mariam!


Rozmowa z s. M. Lucyną od Krzyża OCD, karmelitanką bosą z Betlejem.

     Droga Siostro, wielu czytelników zapewne zadaje sobie pytanie, jak Siostra z Polski znalazła się w klasztorze założonym przez bł. Marię od Jezusa Ukrzyżowanego? Czy na samym początku naszego spotkania może nam Siostra przybliżyć tę swoistą pielgrzymkę do Ziemi Świętej, która ciągle trwa?

     To oczywiste, że jako karmelitanka, zanurzona w naszej duchowości, wyraźnie odwołującej się do tajemnic dziecięctwa Bożego i prostoty, mogłam na co dzień, bez opuszczania ojczyzny, bez tego realnego kontaktu z Ziemią Świętą, żyć słowami Ewangelii: „A ty, Betlejem Efrata, najmniejsze jesteś wśród plemion judzkich!” (Mi 5, 1), „nie tak bowiem człowiek widzi jak widzi Bóg, bo człowiek patrzy na to, co widoczne dla oczu, Pan natomiast patrzy na serce” (1 Sm 16, 7), „Udali się też z pośpiechem i znaleźli Maryję, Józefa i Niemowlę, leżące w żłobie” (Łk 2, 16). Dlaczego stało się inaczej? Mogę tylko odpowiedzieć: jeszcze jedno obdarowanie, jeszcze jedno wezwanie... Im dłużej jestem w Betlejem, tym większa jest moja wdzięczność wobec Bożej opatrzności!

     A konkretnie, było to tak... W 2000 roku ówczesny patriarcha jerozolimski Michel Sabbah, nasz późniejszy wielki przyjaciel i orędownik, zwrócił się do Karmelu NMP Królowej Polski w Dysie koło Lublina z prośbą o refundację Karmelu w Betlejem. Ponieważ nie znałyśmy sytuacji tego klasztoru i stawiałyśmy sobie sporo pytań, posługujący wówczas o. prowincjał Szczepan Praśkiewicz zaproponował nam dwom krótki rekonesans w Izraelu. Nigdy wcześniej nie byłam w Ziemi Świętej... Oczywiście pytałam Jezusa: jaki ma być mój udział w tej refundacji? „Teraz zapraszam cię do siebie!” – brzmiała odpowiedź. Przyjęłam to słowo bardzo konkretnie. Po pozytywnej decyzji kapituły Karmelu w Dysie 18 września 2000 roku w dziewiątkę wyruszyłyśmy do Palestyny. I tak rozpoczęła się przygoda wędrowania w znane nieznane. Wiele realiów sytuacji betlejemskiego Karmelu było przed nami ukryte, wiele realiów zwyczajnego, codziennego życia tutaj również. Pierwsze sześć miesięcy przeżyłyśmy w Karmelu w Nazarecie. Rozpoczynałyśmy więc niejako od początku, od kontemplowania tajemnicy Wcielenia, Fiat, „Bądź pozdrowiona łaski pełna...”. To przecież w Nazarecie „wszystko się zaczęło”; dziecięctwo Boże w największym ukryciu, pod sercem Matki... A tak zwyczajnie był to czas przeznaczony na naukę języka francuskiego, na adaptację do nowych warunków: upałów, rytmu dnia, jedzenia i na wyklarowanie się sytuacji w Karmelu w Betlejem, dokąd dotarłyśmy 18 marca 2001 roku, w wigilię uroczystości św. Józefa.

     W ciągu tych 10 lat niemało tu przeżyłyśmy. Zaraz po naszym przybyciu rozpoczęła się intifada. Pamiętajmy, że Betlejem leży w Autonomii Palestyńskiej, a nasz klasztor został zaprojektowany i zbudowany – na wezwanie Jezusa, niejako według Jego projektu – przez Arabkę, bł. Marię od Jezusa Ukrzyżowanego i że dla chrześcijan palestyńskich jest to jedno z ważnych miejsc ich wiary i samoświadomości narodowej. Wokół nas było sporo strzelaniny, rozruchów...
    
     Później rozpoczęto budowę muru oddzielającego Betlejem od Jerozolimy. Można sądzić, że nas żyjące w klauzurze ta sytuacja zewnętrzna nie dotyczy... Ale przecież przybyłyśmy tutaj, aby być i modlić się z betlejemitami i za betlejemitów. Kiedy w 2002 roku Bazylika Bożego Narodzenia została oblężona, w mieście wprowadzono godzinę policyjną, nie wolno było wychodzić nawet na taras domu... Odcięto dopływ wody, elektryczności, nie miałyśmy zapasów żywności. Czasami bombardowanie było tak silne, że wypadały szyby w domu, który ma półtorametrowe, solidne mury (dodam, że później muzułmańscy pracownicy z Urzędu Miasta bezpłatnie wstawili nam wszystkie szyby). Doświadczyłyśmy wtedy ogromnej opieki Bożej i solidarności betlejemitów. Kiedy co parę dni na kilka godzin zawieszano godzinę policyjną, mieszkańcy miasta, nie tylko zresztą chrześcijanie, troszczyli się o nas, dzieląc się tym, co sami mogli w tych trudnych warunkach zdobyć. W żadnym momencie nie zabrakło nam wtedy tego, co niezbędne.
Później jeszcze przez dłuższy czas trwały najazdy wojska izraelskiego na poszczególne domy, strzały, głośne nawoływanie przez megafony, by prawdziwy lub rzekomy terrorysta się poddał... Nieraz byli to nasi sąsiedzi (a niemal wszyscy nasi sąsiedzi to muzułmanie!). Obserwowałyśmy wtedy, jak kilkanaście samochodów wojskowych i dwa czołgi okrążają dom, wysiadają żołnierze, wszystko dokładnie przeszukują... Taka akcja trwała nieraz od godziny 11 wieczorem do godziny 6 nad ranem... Po domu pozostawał mały wzgórek, splantowany gąsienicami czołgów. Do tej pory wojsko izraelskie ma prawo „czuwania” nad Betlejem od godziny dziewiętnastej do godziny siódmej rano (w ciągu dnia porządku strzeże policja palestyńska). Nocą brama check pointu jest zamknięta jak brama średniowiecznego miasta, tyle że zamknięcie jest kontrolowane przez wojsko izraelskie. Pielgrzymi, wjeżdżając do Betlejem autokarem bez konieczności przechodzenia przez kontrolę – kontrolę naprawdę upokarzającą, nie zdają sobie sprawy z tych realiów.

     Od kilku lat jest w miarę spokojnie i w naszym sanktuarium Bł. Marii od Jezusa Ukrzyżowanego codziennie dwie–trzy grupy z Polski, a także z innych krajów świata. Mariam jest znana w wielu krajach świata (Włochy, Francja, Polska, Niemcy, Słowacja, Hiszpania, Meksyk, Argentyna, Brazylia, Mauritius). Bywają dni, kiedy przybywa naraz kilka autokarów i nasz kościół nie może pomieścić wszystkich pielgrzymów.

     Popularność Małej Arabki w Polsce jest zdumiewająca. Co sprawia, że osoba z innego kręgu kulturowego, z innego wieku ujęła tyle polskich serc?

     Dlatego, sądzę, że Mariam i to miejsce jest niejako uosobieniem historii, geografii, naturalnej prostoty i mocy wiary katolickiej. Mariam była prostą, arabską dziewczyną. A potrafiła niezwykle głęboko się modlić, „czuła” i przeżywała działanie Ducha Świętego, w naturalny sposób łączyła codzienną, ciężką pracę z modlitwą, a Pan potwierdzał jej życie: ekstazami i stygmatami, przed którymi zresztą ona sama w swej pokorze uciekała... Betlejemski Karmel Dzieciątka Jezus został przez nią i jej współtowarzyszki ufundowany na wzgórzu betlejemskim od wieków noszącym nazwę Wzgórza Dawida. Dlaczego? Otóż pod ołtarzem naszego kościoła znajduje się grota, gdzie według tradycji (także mieszkających tu Arabów) Dawid został namaszczony przez Samuela na króla. To tutaj miał miejsce ów znamienny epizod opisany w 1 Sm 16, 1–13, kończący się słowami: „Począwszy od tego dnia duch Pański opanował Dawida”.

     Po wielu, wielu wiekach Jezus zwróci się do Małej Arabki w Karmelu w Pau, niedaleko Lourdes: „Na kolebce ojca mojego Dawida zbudujesz mi klasztor”. Siostra, posłuszna temu wezwaniu, przybywa do Betlejem w 1875 roku w grupie 9 sióstr. Modlą się w Grocie Bożego Narodzenia, następnie w pobliżu bazyliki wynajmują dom na tymczasowe zatrzymanie. I pytają Mariam: gdzie w Betlejem zbudujemy klasztor? A ona z biblijną wręcz prostotą odpowiada: „Bóg wskaże”. Wieczorem modli się na tarasie tamtego prowizorycznego domu i widzi stadko gołębi siadające na przeciwległym wzgórzu, woła siostry i mówi: to tam zbudujemy nasz klasztor. Nie wiedziała wtedy jeszcze o „grocie Dawida”, ale w nadzwyczajny sposób otrzymuje dar poznania tego miejsca. Sama powie później: „W tym miejscu, w którym miał zostać zbudowany klasztor, znajdował się dom, który był kolebką Dawida i gdzie później Samuel namaścił króla, jest to także miejsce, gdzie Święta Dziewica odpoczywała przed wejściem do Betlejem, gdzie to porodziła Zbawiciela świata. Nasz Pan tam się modlił i spędził tam jakiś czas, zanim poszedł rozpocząć 40 dni swego postu na Pustyni” (Zeszyt zarezerwowany nr 9). Nasz Karmel wyraziście potwierdza ciągłość historii zbawienia, spełnienie mesjańskiej zapowiedzi z 2 Sm 7, 5–14. Dawid wyraża więc pragnienie, by zbudować Bogu dom, mieszkanie. A Pan przez proroka Natana mu odpowiada: „Czy ty zbudujesz Mi dom na mieszkanie? Zabrałem cię z pastwiska spośród owiec, abyś był władcą nad ludem moim, nad Izraelem. I byłem z tobą wszędzie, dokąd się udałeś, wytraciłem przed tobą wszystkich twoich nieprzyjaciół. Dam ci sławę największych ludzi na ziemi… Kiedy wypełnią się twoje dni i spoczniesz obok swych przodków, wtedy wzbudzę po tobie potomka twojego, który wyjdzie z twoich wnętrzności, i utwierdzę jego królestwo. On zbuduje dom imieniu memu, a Ja utwierdzę tron jego królestwa na wieki. Ja będę mu ojcem, a on będzie Mi synem”.

Dalszą część wywiadu można przeczytać w Głosie Karmelu nr (42) 6/2011.

Rozmawiał: Piotr Hensel OCD

Błogosławione "Małe Nic" (42)
Aktualności
Jak się modlić?


Wszystkie Zobacz więcej
Czas na słowo
\"\"
 
Błogosławiony Ten,
który przychodzi w imię Pańskie


Wszystkie Zobacz więcej Czas na słowo

Czasopismo | Redakcja | Przyjaciele | Dystrybucja | Współpraca | Kontakt | Linki                         Strona główna | Wstecz | Do góry

Copyright © 2007 by Głos Karmelu, projekt i wykonanie serwisu: Indecity