Ojciec jest w zakonie franciszkańskim już parę lat. Powołanie zakonne, kapłańskie - dla osoby żyjącej w świecie ktoś,kto wybrał zakon, musi znajdować się w bliskiej relacji z Bogiem. Czy naprawdę jest tak, że każdy zakonnik i siostra zakonna są całkowicie oddani Panu?
Powiem
krótko, bo chciałbyś się wkraść za klauzurę! Nie szata zdobi
człowieka. Ani mury, ani struktury. Prawdą
jest, ze musimy mieć bliską relację z Bogiem. Akcentuję „musimy”, bo bez
intymności z Bogiem życie konsekrowane nie ma po prostu sensu i prowadzi
raczej do dewiacji i patologii niż do
uświęcenia i naśladowania Jezusa. Obecnie mamy
do czynienia z sytuacją kryzysową, w której widać,
jak bardzo Bóg walczy o każdą osobę jemu poświęconą. Powiadam, On sam upomina
się o swoją własność i walczy o swoje ukochane
dzieci. Jednym z czytelnych znamion kryzysu, a jednocześnie czynnikiem, który
go wzmacnia, jest dojmujący brak mistrzów życia
duchowego, ojców duchownych i charyzmatycznych wychowawców. Całkowite oddanie
Panu, o które pytasz, jest możliwe
dopiero po stoczeniu morderczej, śmiertelnie niebezpiecznej i oczyszczającej
walki. Osobiście nie znam innej drogi nieudawanego,
autentycznego oddania Panu. Po prostu, pod wodzą
wyśmienitego generała, najpierw trzeba pokonać tak
zwanych „innych panów i obcych bogów”. Tu muszę
dodać, że według świętego Franciszka, generałem naszego zakonu jest Duch
Święty, on też lubi się posługiwać ojcami duchownymi czy rozmodlonymi braćmi.
Kiedy
pozna się bliżej zakony,rzuca się w oczy dosyć rozbudowana
struktura: kuria, wybory przełożonych, czasem
zagonienie wokół spraw całkiem przyziemnych,związanych z funkcjonowaniem klasztoru i wspólnoty. Czy mimo to jest tam
miejsce dla Ducha Świętego?
Papież Benedykt XVI wciąż apeluje do nas: „mniej struktur, więcej Ducha”. Duch radzi sobie z każdą przeszkodą, aczkolwiek szanuje ludzką wolność. Przypomina mi się tu kaznodziejski obraz świętego Augustyna, który twierdził, ze Bóg nieustannie zlewa na nas obfitość łaski, jednak nasze ręce są pełne rzeczy, spraw, wydarzeń... tak że łaska po prostu już się tam nie mieści. Nie możemy jej przyjąć. W życiu duchowym ważna jest postawa żebraka, który z pustymi rękami, to znaczy bez pychy, arogancji, przebiegłości i grzesznych ambicji, staje przed Bogiem i wszystkiego się od Niego spodziewa. Mam wrażenie, że w życiu zakonnym, ale chyba i parafialnym, uciekamy od żywych ludzi - bardzo poranionych emocjonalnie i duchowo już w dzieciństwie i w rodzinach - w stronę cegły, pustaków i całego niezwykle bogatego arsenału nowoczesnych, znakomitych materiałów budowlanych, świetnych narzędzi (super zabawek dla dużych chłopców) i ulepszonych technologii. Słowem- żywi, poranieni ludzie nie są dobrym materiałem budowlanym, psują nam projekt, paskudzą wizję. Więc przegrywają ze zdobyczami technologicznymi materii martwej. Nawet ich nie dotykamy, nie bierzemy ich i naszego życia w swe ręce, nie składamy go w ręce Boga. Mury, oto miejsce ucieczki. Budujemy, remontujemy... ale dla kogo? Przychodzi wylew, zawał, jakiś straszny rak i zaczyna się życie zakonne... Pomagałem kiedyś siostrze, która opuściła zakon i żyła w skrajnym ubóstwie, w sytuacji niezwykle dramatycznego zaufania Opatrzności i radykalnego posłuszeństwa łaskawemu przedsiębiorcy, który za marne pieniądze pozwolił jej w nocy sprzątać sklep. I ona wiedziała, ze oto teraz dla niej rozpoczęło się życie zakonne.
Oczywiście,
że w sprawach przyziemnych może objawiać się Duch: „sługo dobry i wierny, byłeś
wierny w małych rzeczach…”. Jeszcze przypomnijmy
ewangeliczną szklankę wody podaną bliźniemu czy wdowi grosz...
Rzecz w tym, czy to jest moje miejsce, moja sprawa,
czy tego właśnie chce ode mnie tu i teraz Bóg?
A
powołanie kapłańskie? Tu jest chyba najwięcej „miejsca” dla działania Ducha
Świętego? Sprawowanie Eucharystii, sakrament pokuty i
pojednania?
Kościół uczy, że kapłaństwo sprawuje się w Duchu Świętym i że On jest nie tylko w sakramencie bierzmowania, ale w każdym sakramencie i nawet w każdym pobożnym westchnieniu. Ale wiedza teoretyczna, poparta piątkami w indeksie, to nie to samo, co doświadczenie żywe. Mogę mówić jedynie za siebie. Ducha Świętego doświadczam najbardziej podczas liturgii wspólnotowych. To doświadczenie ewidentnej obecności, która ujawnia się na najróżniejsze sposoby, na przykład jako fala czułości, odwagi, jasnego poznania pewnych bardzo zawiłych wcześniej kwestii. Często udzielane przez Niebiosa w tych celebracjach liturgicznych jest odczucie piękna, delikatności, jasności myślenia. Mogę to niestety porównać także z przeciwnym doświadczeniem negatywnym- oporu, niechęci, przysypiania czy wrogich uczuć. Dzieje się tak na celebracjach przymusowych, jak rekolekcje szkolne, gdzie wielu młodych ma świadomość presji i przejawia bunt lub gdy przychodzi ktoś nieoczyszczony z okultyzmu. Posługa ojca duchownego to kolejna przestrzeń, którą Duch Święty bardzo lubi. Tu On sam objawia się jako cierpliwy i wierny mistrz. Penitenci myślą, że jesteś taki mądry i święty, a tymczasem ty uczysz się od Ducha, który przez nich właśnie przemawia. Ja sam czczę Ducha Świętego jako „Ojca Duchownego” Jezusa w jego ziemskiej misji i to mi bardzo pomaga.
Bardzo
honorowanym przez Boga miejscem misji kapłańskiej jest głoszenie Słowa. Mogę
zaświadczyć, że tu przychodzi Duch ze swoim namaszczeniem, dając mi głęboka
pociechę i nową radość posługi. Jest to
radość odkrycia żywego Słowa. Myślę po prostu, że Słowo jest „kryjówką”
Ducha. To zadziwiające-
pracujesz dla innych, a sam zyskujesz bardzo wiele, może najwięcej. Gdy nie mam
możliwości nauczania, nieco wysycham, jak w psalmie: „gdy
milczałem wysychały moje kości”.
Posługuje Ojciec dla studenckiej wspólnoty Odnowy w Duchu
Świętym. Czy w życiu dzisiejszego studenta, nieważne-fizyka czy polonisty, jest miejsce na zastanawianie się nad
Duchem Świętym?
Na
każdym spotkaniu śpiewamy Sekwencję, i tam jest takie
zdanie: „bez Twojego tchnienia, cóż jest wśród stworzenia, jeno cierń i
nędze”. U studentów, tak jak i u wszystkich śmiertelników,
bez Ducha „jeno cierń i nędze”...
Ale po kolei: zastanawiające jest to, że na przestrzeni
ponad 10 lat tej posługi do wspólnoty przychodzili studenci prawa, ekonomii,
fizyki czy chemii, a najmniej
(śladowe ilości) studentów
teologii. Interesujące i bardzo budujące jest
przede wszystkim to, że szukają oni w pierwszym rzędzie nie
tego, co ludzie uczeni powiedzieli czy napisali o
Bogu, ale chcą, by ich nauczyć,
jak sami mogą słuchać głosu Bożego, jak mogą wejść w osobiste i żywe
doświadczenie Boga. Na wstępie oczywiście nie wszyscy wiążą te działania z
Duchem Świętym, raczej -
zgodnie z technicznym nastawieniem dzisiejszego
społeczeństwa -
chcieliby wtajemniczenia w jakąś technikę modlitwy,
może jakiś skuteczny rytuał.
Otwarcie na Ducha Świętego następuje dopiero po głębokiej medytacjiziemskiego życia Jezusa, który począł się z Ducha Świętego,
wzrastał w mądrości i łasce, w Duchu Świętym
toczyłwalkę na pustyni, szedł w mocy Ducha po
ziemi palestyńskiej, palcem Bożym wyrzucał
demony, głosił nowe słowo z mocą – wreszcie w Duchu Świętym oddał życie, a
potem zmartwychwstał dźwignięty przez Ducha, sam stając się Duchem Ożywiającym.
Przed swoją męką mówił zasmuconym uczniom o pożytku wniebowstąpienia: „Jeśli
nie odejdę,
Pocieszyciel nie przyjdzie”. Po Pięćdziesiątnicy Apostołowie jasno zrozumieli
nowy sposób obecności Jezusa w Duchu. Szczególnie święty Paweł przekonywał, że
bez Ducha nie można mówić, że „Jezus jest Panem”, bo tylko Duch objawia
Jezusa i „prowadzi w głębokości Boga
samego”. A więc dzięki
wnikliwemu odczytaniu Nowego Testamentu widzimy, jak wiele tam Ducha Świętego.
Dla Jezusa istnieją dwie najważniejsze relacje,
właśnie z Ojcem i Duchem Świętym. To rewelacyjne i fundamentalne odkrycie
istoty życia chrześcijańskiego. Mamy być ukształtowani
przez Ducha dokładnie tak, jak Jezus w swej objawionej nam
ludzkiej naturze. Najpiękniejsze w tym zadziwiającym Bożym
projekcie jest świadectwo Ducha wołającego w naszych sercach „Abba”.
A więc jeśli potrzebna jest młodym chrześcijanom jakaś technikę – to jedynie
taka, która pozwala adorować żywego Jezusa, poznawać go i zawracać nas z drogi
ucieczki od samych siebie do naszych wnętrz, serc, do miłosiernejmiłości siebie samych widzianych oczami Boga. To dla
mnie najważniejsze doświadczenie posługi
pośród młodzieży.
Rozmawiał: Artur Rychta OCD
Duch Święty - Dar umiejętności (40)Czasopismo | Redakcja | Przyjaciele | Dystrybucja | Współpraca | Kontakt | Linki Strona główna | Wstecz | Do góry
Copyright © 2007 by Głos Karmelu, projekt i wykonanie serwisu: Indecity