home

Nasze pragnienia zawsze się modlą, choćby wargi milczały.
Newsletter

Jeśli chcesz dostawać informacje podaj swoje imię i adres e-mailowy

 
 

Usilnie wzywać i pokornie prosić

Rozmowa z o. Cyprianem Morycem, bernardynem, doktorem historii sztuki na KUL i opiekunem wspólnoty "Jezus żyje" działającej przy Uniwersytecie Marie Curie-Skłodowskiej w Lublinie.

     Ojciec jest w zakonie franciszkańskim już parę lat. Powołanie zakonne, kapłańskie - dla osoby żyjącej w świecie ktoś,kto wybrał zakon, musi znajdować się w bliskiej relacji z Bogiem. Czy naprawdę jest tak, że każdy zakonnik i siostra zakonna są całkowicie oddani Panu?

     Powiem krótko, bo chciałbyś się wkraść za klauzurę! Nie szata zdobi człowieka. Ani mury, ani struktury. Prawdą jest, ze musimy mieć bliską relację z Bogiem. Akcentuję „musimy”, bo bez intymności z Bogiem życie konsekrowane nie ma po prostu sensu i prowadzi raczej do dewiacji i patologii niż do uświęcenia i naśladowania Jezusa. Obecnie mamy do czynienia z sytuacją kryzysową, w której widać, jak bardzo Bóg walczy o każdą osobę jemu poświęconą. Powiadam, On sam upomina się o swoją własność i walczy o swoje ukochane dzieci. Jednym z czytelnych znamion kryzysu, a jednocześnie czynnikiem, który go wzmacnia, jest dojmujący brak mistrzów życia duchowego, ojców duchownych i charyzmatycznych wychowawców. Całkowite oddanie Panu, o które pytasz, jest możliwe dopiero po stoczeniu morderczej, śmiertelnie niebezpiecznej i oczyszczającej walki. Osobiście nie znam innej drogi nieudawanego, autentycznego oddania Panu. Po prostu, pod wodzą wyśmienitego generała, najpierw trzeba pokonać tak zwanych „innych panów i obcych bogów”. Tu muszę dodać, że według świętego Franciszka, generałem naszego zakonu jest Duch Święty, on też lubi się posługiwać ojcami duchownymi czy rozmodlonymi braćmi.

     Kiedy pozna się bliżej zakony,rzuca się w oczy dosyć rozbudowana struktura: kuria, wybory przełożonych, czasem zagonienie wokół spraw całkiem przyziemnych,związanych z funkcjonowaniem klasztoru i wspólnoty. Czy mimo to jest tam miejsce dla Ducha Świętego?

     Papież Benedykt XVI wciąż apeluje do nas: „mniej struktur, więcej Ducha”. Duch radzi sobie z każdą przeszkodą, aczkolwiek szanuje ludzką wolność. Przypomina mi się tu kaznodziejski obraz świętego Augustyna, który twierdził, ze Bóg nieustannie zlewa na nas obfitość łaski, jednak nasze ręce są pełne rzeczy, spraw, wydarzeń... tak że łaska po prostu już się tam nie mieści. Nie możemy jej przyjąć. W życiu duchowym ważna jest postawa żebraka, który z pustymi rękami, to znaczy bez pychy, arogancji, przebiegłości i grzesznych ambicji, staje przed Bogiem i wszystkiego się od Niego spodziewa. Mam wrażenie, że w życiu zakonnym, ale chyba i parafialnym, uciekamy od żywych ludzi - bardzo poranionych emocjonalnie i duchowo już w dzieciństwie i w rodzinach - w stronę cegły, pustaków i całego niezwykle bogatego arsenału nowoczesnych, znakomitych materiałów budowlanych, świetnych narzędzi (super zabawek dla dużych chłopców) i ulepszonych technologii. Słowem- żywi, poranieni ludzie nie są dobrym materiałem budowlanym, psują nam projekt, paskudzą wizję. Więc przegrywają ze zdobyczami technologicznymi materii martwej. Nawet ich nie dotykamy, nie bierzemy ich i naszego życia w swe ręce, nie składamy go w ręce Boga. Mury, oto miejsce ucieczki. Budujemy, remontujemy... ale dla kogo? Przychodzi wylew, zawał, jakiś straszny rak i zaczyna się życie zakonne... Pomagałem kiedyś siostrze, która opuściła zakon i żyła w skrajnym ubóstwie, w sytuacji niezwykle dramatycznego zaufania Opatrzności i radykalnego posłuszeństwa łaskawemu przedsiębiorcy, który za marne pieniądze pozwolił jej w nocy sprzątać sklep. I ona wiedziała, ze oto teraz dla niej rozpoczęło się życie zakonne.

       Oczywiście, że w sprawach przyziemnych może objawiać się Duch: „sługo dobry i wierny, byłeś wierny w małych rzeczach…”. Jeszcze przypomnijmy ewangeliczną szklankę wody podaną bliźniemu czy wdowi grosz... Rzecz w tym, czy to jest moje miejsce, moja sprawa, czy tego właśnie chce ode mnie tu i teraz Bóg?

     A powołanie kapłańskie? Tu jest chyba najwięcej „miejsca” dla działania Ducha Świętego? Sprawowanie Eucharystii, sakrament pokuty i pojednania?

     Kościół uczy, że kapłaństwo sprawuje się w Duchu Świętym i że On jest nie tylko w sakramencie bierzmowania, ale w każdym sakramencie i nawet w każdym pobożnym westchnieniu. Ale wiedza teoretyczna, poparta piątkami w indeksie, to nie to samo, co doświadczenie żywe. Mogę mówić jedynie za siebie. Ducha Świętego doświadczam najbardziej podczas liturgii wspólnotowych. To doświadczenie ewidentnej obecności, która ujawnia się na najróżniejsze sposoby, na przykład jako fala czułości, odwagi, jasnego poznania pewnych bardzo zawiłych wcześniej kwestii. Często udzielane przez Niebiosa w tych celebracjach liturgicznych jest odczucie piękna, delikatności, jasności myślenia. Mogę to niestety porównać także z przeciwnym doświadczeniem negatywnym- oporu, niechęci, przysypiania czy wrogich uczuć. Dzieje się tak na celebracjach przymusowych, jak rekolekcje szkolne, gdzie wielu młodych ma świadomość presji i przejawia bunt lub gdy przychodzi ktoś nieoczyszczony z okultyzmu. Posługa ojca duchownego to kolejna przestrzeń, którą Duch Święty bardzo lubi. Tu On sam objawia się jako cierpliwy i wierny mistrz. Penitenci myślą, że jesteś taki mądry i święty, a tymczasem ty uczysz się od Ducha, który przez nich właśnie przemawia. Ja sam czczę Ducha Świętego jako „Ojca Duchownego” Jezusa w jego ziemskiej misji i to mi bardzo pomaga.

     Bardzo honorowanym przez Boga miejscem misji kapłańskiej jest głoszenie Słowa. Mogę zaświadczyć, że tu przychodzi Duch ze swoim namaszczeniem, dając mi głęboka pociechę i nową radość posługi. Jest to radość odkrycia żywego Słowa. Myślę po prostu, że Słowo jest „kryjówką” Ducha. To zadziwiające- pracujesz dla innych, a sam zyskujesz bardzo wiele, może najwięcej. Gdy nie mam możliwości nauczania, nieco wysycham, jak w psalmie: „gdy milczałem wysychały moje kości”.

     Posługuje Ojciec dla studenckiej wspólnoty Odnowy w Duchu Świętym. Czy w życiu dzisiejszego studenta, nieważne-fizyka czy polonisty, jest miejsce na zastanawianie się nad Duchem Świętym?

     Na każdym spotkaniu śpiewamy Sekwencję, i tam jest takie zdanie: „bez Twojego tchnienia, cóż jest wśród stworzenia, jeno cierń i nędze”. U studentów, tak jak i u wszystkich śmiertelników, bez Ducha „jeno cierń i nędze”... Ale po kolei: zastanawiające jest to, że na przestrzeni ponad 10 lat tej posługi do wspólnoty przychodzili studenci prawa, ekonomii, fizyki czy chemii, a najmniej (śladowe ilości) studentów teologii. Interesujące i bardzo budujące jest przede wszystkim to, że szukają oni w pierwszym rzędzie nie tego, co ludzie uczeni powiedzieli czy napisali o Bogu, ale chcą, by ich nauczyć, jak sami mogą słuchać głosu Bożego, jak mogą wejść w osobiste i żywe doświadczenie Boga. Na wstępie oczywiście nie wszyscy wiążą te działania z Duchem Świętym, raczej - zgodnie z technicznym nastawieniem dzisiejszego społeczeństwa - chcieliby wtajemniczenia w jakąś technikę modlitwy, może jakiś skuteczny rytuał. Otwarcie na Ducha Świętego następuje dopiero po głębokiej medytacjiziemskiego życia Jezusa, który począł się z Ducha Świętego, wzrastał w mądrości i łasce, w Duchu Świętym toczyłwalkę na pustyni, szedł w mocy Ducha po ziemi palestyńskiej, palcem Bożym wyrzucał demony, głosił nowe słowo z mocą – wreszcie w Duchu Świętym oddał życie, a potem zmartwychwstał dźwignięty przez Ducha, sam stając się Duchem Ożywiającym. Przed swoją męką mówił zasmuconym uczniom o pożytku wniebowstąpienia: „Jeśli nie odejdę, Pocieszyciel nie przyjdzie”. Po Pięćdziesiątnicy Apostołowie jasno zrozumieli nowy sposób obecności Jezusa w Duchu. Szczególnie święty Paweł przekonywał, że bez Ducha nie można mówić, że „Jezus jest Panem”, bo tylko Duch objawia Jezusa i „prowadzi w głębokości Boga samego”. A więc dzięki wnikliwemu odczytaniu Nowego Testamentu widzimy, jak wiele tam Ducha Świętego. Dla Jezusa istnieją dwie najważniejsze relacje, właśnie z Ojcem i Duchem Świętym. To rewelacyjne i fundamentalne odkrycie istoty życia chrześcijańskiego. Mamy być ukształtowani przez Ducha dokładnie tak, jak Jezus w swej objawionej nam ludzkiej naturze. Najpiękniejsze w tym zadziwiającym Bożym projekcie jest świadectwo Ducha wołającego w naszych sercach „Abba”. A więc jeśli potrzebna jest młodym chrześcijanom jakaś technikę – to jedynie taka, która pozwala adorować żywego Jezusa, poznawać go i zawracać nas z drogi ucieczki od samych siebie do naszych wnętrz, serc, do miłosiernejmiłości siebie samych widzianych oczami Boga. To dla mnie najważniejsze doświadczenie posługi pośród młodzieży.

Dalszą część wywiadu można przeczytać w Głosie Karmelu nr (40) 4/2011.


Rozmawiał: Artur Rychta OCD

Duch Święty - Dar umiejętności (40)
Aktualności

Patronat medialny

 



Wszystkie Zobacz więcej
Czas na słowo

 Synu, odpuszczają ci się twoje grzechy


Wszystkie Zobacz więcej Czas na słowo

Czasopismo | Redakcja | Przyjaciele | Dystrybucja | Współpraca | Kontakt | Linki                         Strona główna | Wstecz | Do góry

Copyright © 2007 by Głos Karmelu, projekt i wykonanie serwisu: Indecity