Wywiad z
o. Wojciechem Ciakiem, prezesem wydawnictwa Flos Carmeli w Poznaniu,
opiekunem powstającej w Polsce wspólnoty Niewidzialny Klasztor Jana Pawła II.
Dlaczego cierpimy? Czy cierpienie to przejaw Bożej woli?
Chciałbym odwołać się do pewnego przykładu. W filmie Cienista dolina główny bohater, C.S. Lewis, zadaje to pytanie podczas jednego ze swoich wykładów i udziela na nie ciekawej odpowiedzi. Mówi, że cierpienie, którego doświadcza człowiek, można porównać do uderzeń w blok skalny, który pod ich wpływem nabiera kształtu postaci. Można zatem powiedzieć, że Pan Bóg, chcąc wydobyć z naszego życia postać przypominającą Jezusa, zachowuje się jak rzeźbiarz. Te uderzenia oczywiście bolą.

Warto też przywołać bardzo ciekawą wypowiedź św. Teresy. Mówi ona, że działanie Boga jest pełne, doskonałe. Te „uderzenia” są wymierzone, celne, nie zaś chaotyczne, przypadkowe.
To spojrzenie od strony Boga i od strony mistyczki. W życiu, jak wiemy, odbieramy tę rzeczywistość nieco inaczej.
Sens cierpienia odkrywamy na kartach Pisma Świętego. Święty Paweł mówi, że „dopełniamy braku udręk Chrystusa”. Czy każde cierpienie dopełnia braku udręk Chrystusa? Czy cierpieniom Chrystusa czegoś brakowało, skoro mamy je dopełniać?
Cierpieniom Jezusa niczego nie brakowało. Gdy jednak człowiek włącza się w cierpienie Jezusa, pełni rolę „transmisyjną”. Przez swoje cierpienie wprowadza to cierpienie Jezusa w dane miejsce, w dany czas. Przywołuje je także w konkretnej intencji, w konkretnej sprawie.
Trzeba też powiedzieć, że sporo cierpień wydaje się bezsensownych. Zwłaszcza w sytuacjach, w których człowiek nie wiąże swoich nadziei z Jezusem. Patrząc obiektywnie, cierpienie nie jest bezsensowne – to człowiek tak je odczytuje. Jest ono jednak wołaniem Boga. Innymi słowy, cierpienie jest dzwonem, w który Pan Bóg uderza, by zwrócić uwagę człowieka. Jeśli człowiek nie odczytuje swej sytuacji jako pewnego rodzaju wołania, doświadcza poczucia bezsensu, podczas gdy jest to raczej sytuacja daremnego wołania, na które człowiek nie odpowiada. Samo wołanie ma zawsze swój sens.
Oczywiście może pojawić się pytanie o sens cierpienia zadawanego przez złych ludzi. Przecież trudno ludziom mówić, że np. hitlerowcy albo ubecy byli narzędziem Pana Boga. Jak perfidnych ludzi, wyrafinowanych w czynieniu zła, połączyć z Bogiem? Tu rzeczywiście w człowieku rodzi się zwątpienie. Patrząc na Jana od Krzyża zauważamy, że wiele cierpiał ze strony ludzi, swoich współbraci. Potrafił jednak w doświadczeniu trudności wyjść ponad te uwarunkowania, ponad czynnik ludzki. Dla nas przecież to właśnie sytuacja, w jakiej doświadczamy cierpienia, jest trudna do przyjęcia. Skupiamy się na uwarunkowaniu, na tym, w jaki sposób to cierpienie do nas dociera. Trudniej nam wtedy przejść dalej, szukać odpowiedzi na pytanie, do czego to służy.
Gdy ktoś cierpi, wiemy, że cierpią też osoby, które go kochają. Czy Bóg, patrząc na nasze cierpienie, także odczuwa cierpienie? Zasadnicze pytanie: czy Bóg cierpi?
Dotykamy prawdy o Wcieleniu. Druga Osoba Boska stała się człowiekiem. Bóg w Jezusie Chrystusie cierpiał. To może być szokujące, trudne. Pismo Święte w Liście do Hebrajczyków mówi nam, że „Jezus nauczył się posłuszeństwa przez to, co wycierpiał”. Tych Bożych paradoksów nie da się po ludzku wytłumaczyć. Jeśli jednak przyjmie się w całości tajemnicę Wcielenia, widzimy, że Bóg cierpi.
Wspomniał Ojciec, że Bóg jest Rzeźbiarzem, ja rzeźbą, zaś cierpienie dłutem w Jego ręku. Ktoś powiedział, że w chwilach powodzenia Pan Bóg mówi do nas szeptem, w codzienności mówi półgłosem, w cierpieniu do nas krzyczy. Co wówczas krzyczy? Ks. Hryniewicz uważa, że cierpienie to wołanie o przemianę, natomiast o. Jerzy Zieliński przekonuje, że to przyśpieszone dojrzewanie.
Te dwie wypowiedzi dopełniają się w jakiś sposób. Poprzez cierpienie następuje jedno i drugie. W dojrzewaniu chodzi o uwolnienie się od skupienia się na samym sobie, wyzwolenie z postawy narcystycznej. Człowiek zauważa innych wokół siebie, zmienia się jego wrażliwość na innych. By to dojrzewanie miało swój trwały owoc, by nie było tylko doświadczeniem przejściowym, musi się w człowieku dokonać pewna przemiana, która powoduje, że w inny sposób przeżywa on swoją codzienność, swoją relację z ludźmi i z Bogiem.
Dalszą część wywiadu można przeczytać w Głosie Karmelu nr (39) 3/2011.
Rozmawiał: o. Krzysztof Górski OCD