Rozmowa z
o. Pawłem Baranieckim, magistrem nowicjatu Karmelitów Bosych w Czernej.
"Dajcie mi święty spokój" - słyszymy czasem bezskuteczne apele mamy do swych pociech. Jak się ma "święty spokój" z pokojem, o którym mówi Jezus w błogosławieństwach?
Ten "święty spokój" należy wziąć w cudzysłów. Chodzi tu nie o stan ducha, ale raczej o emocje. Rodzice mówią tak do dzieci, gdy są przemęczeni i potrzebują chwili odpoczynku, spokoju. Jezusowi w błogosławieństwach nie chodzi o podobny stan ducha. Jezusowi chodzi o coś więcej, o coś "głębszego". Jezusowy pokój może istnieć nawet wtedy, gdy nie ma "świętego spokoju". Mówimy tutaj o dwóch różnych płaszczyznach.
Ze wspomnianym "świętym spokojem" zazwyczaj kłóci się doświadczenie prawdy. Prawda często wywołuje niepokój. Dać sobie z spokój z prawdą, by nie mącić "świętego spokoju"?
Gdy mówimy o prawdzie, mówimy o czymś niezwykle głębokim, wewnętrznym. Święty spokój za cenę prawdy? Nie, absolutnie nie. Kierunek jest odwrotny: dążenie do prawdy prowadzi do osiągnięcia pokoju wewnętrznego. Spójrzmy na Jezusa. Jego życie nie dalekie było od "świętego spokoju", przez cały czas swojej misyjnej działalności wystawiony był na celowniki faryzeuszy. Męka i śmierć Jezusa to doświadczenie głębokiego pokoju pośród ogromnego cierpienia, którego na pewno nie można utożsamić ze "świętym spokojem". Znowu poruszamy się na różnych płaszczyznach - rzeczywistości upragnionego przez człowieka "świętego spokoju" i rzeczywistości prawdy. Prawdę umiejscowiłbym na płaszczyźnie prawdziwego pokoju, bo prawda daje pokój. "Święty spokój" to inne rejony. Czasem uciekamy w "święty spokój", aby ominąć prawdę, uciec od niej. Nierzadko usprawiedliwiamy nim nasz lęk przed prawdą.
Przebaczenie jest jedną z dróg prowadzących do pokoju w relacjach. Czym
jest w istocie przebaczenie?
To zagadnienie niezwykle złożone i trudne. Trudne, bo dokonuje się w prawdzie - musi przebić się przez wszystkie warstwy naszych usprawiedliwień czy samousprawiedliwień, wszystkich naszych lęków, obaw, bronienia siebie i swoich
racji (psychologia nazywa to mechanizmami obronnymi). Przebaczenie kosztuje, bo wymaga dosłownie przedarcia się ku prawdzie. Przebaczenie, które możemy zdefiniować między innymi jako dochodzenie do prawdy, domaga się rezygnacji z owego "święto spokoju". Przebaczenie jest drogą do pokoju w relacjach, ale ono łączy się z tym, że muszę zrezygnować ze "świętego spokoju". Dlatego tak trudno jest przebaczać, dlatego o wiele łatwiej jest karmić się niechęcią, trwaniem w buncie, nieprzyjmowaniem sytuacji trudnej, niż spotkać się w prawdzie z ranami, z bolesnymi doświadczeniami. Jest to rzeczywiście trudne.
Czym różni się przebaczenie komuś od przejścia nad danym faktem do porządku dziennego?
Ten drugi wybór, przejście nad danym wydarzeniem do porządku dziennego, jest ucieczką od rozwiązania danej sytuacji, od spotkania się z człowiekiem w prawdzie, jest tak naprawdę ucieczką od przebaczenia. Przebaczenie jest naprawdę trudne i powiem szczerze, że w pewnym stopniu rozumiem ludzi, którzy od niego uciekają. Trzeba spotkać się ze sobą, trzeba spotkać się z winą, często winą tak jednej, jak i drugiej strony. Nigdy nie dzieje się tak, że jedna strona jest w porządku, a druga strona jest całkowicie zła. Człowiekowi łatwiej ominąć daną sytuację, usprawiedliwić, dorobić teorię, która uzasadni pójście na skróty. Wcześniej czy później odbije się w życiu jakąś bolesną i niespodziewaną "czkawką" nierozwiązanego problemu. Sprawa niezałatwiona, nieoczyszczona prawdą zostaje, później wyjdzie na jaw, pęknie niczym wrzód i człowiek będzie musiał się z nią i tak uporać.
Dalszą część wywiadu można przeczytać w
Głosie Karmelu nr (35) 5/2010.
Rozmawiał: o. Krzysztof Górski OCD