Miłość najemnika (amor mercenarius) jest miłością interesowną i oczekującą na zapłatę. Żyje pod pręgierzem "rzeczowej" sprawiedliwości. Z wdzięczną buchalterią podlicza zyski i straty, wkłady i należności, wystawia cenniki za dobro słów i wsparcie. Serce najemnika przypomina dobrze prosperujący bank; nie masz końca przeliczeniom, rachunkom, przezorności. Najemnik żyje nagrodą, jego niebo jest dla zwycięzców, pracowitych, punktualnych, i w rzeczy samej ? solidnych. Ceni siebie i innych chłodnym okiem kalkulacji i dba, by jego notowania były wysokie również przed Bogiem. Lubi uczciwe umowy.
Trzeci rodzaj to miłość ucznia (amor discipulis), gdy Bóg staje się godny najwyższego umiłowania. Dla ucznia Bóg staje się wzorem do naśladowania, tęsknotą, upodobaniem, szaleństwem. Wpatrzony w piękno żyje nim, oddycha, odkrywa. Bóg staje się pasją, ogniem, udręczeniem. Sercem ucznia rządzi zasada podobieństwa, pragnie odwzorować w sobie Boga, być podobnym, czymś analogicznym. Dojrzewa w cieniu Boga ? Mistrza, uczęszcza do boskich szkół, odbywa boskie praktyki, pod egidą aniołów.
Wreszcie najwyższy stopień - miłość synowska (amor filialis), gdy miłuje się Boga jedynie ze względu na Niego samego. To miłość oblubieńcza, intymna, przemieniająca, jest obcowaniem z Bogiem. Wszystko dla serca jest za małe, za ciasne - ziemia i niebo, życie i śmierć. Nie oczekuje korzyści i nie podlicza trudu, myśląc o zapłacie. "Miłość bowiem - jak pisze Teresa z Avila - z natury swojej ma to do siebie, że bezustannie pracuje i działa jedynie dlatego, że miłuje" (Tw VI 9,9). Chce do szczętu spłonąć z miłości dla Boga, a On coraz bardziej rani i rozpala duszę ogniem miłości.
Z tymi stopniami wiążą się właściwe im niepokoje. Niepokój lęku, obawy, zatrwożenia, mnożony i przekładający się na drżenie, niepewność, niezdecydowanie, wycofanie z braku odwagi, bo zło wydaje się zwarte i drapieżne. Niepokój wynikający z niepewności zapłaty i podejrzeń, czy nie będę oszukany i czy docenią mój wkład wystarczająco hojnie. Niepokój podobieństwa - zmartwienie, gdy odkrywam nowe warstwy niepodobieństwa do Boga w strukturze własnych grzechów, gdy gubię wyrazistość życia, i klarowność rysów, przejrzystość intencji i motywów. Wreszcie niepokój syna: czy dziedzictwo domu będzie zachowane i pomnożone, czy Ojciec jest dostatecznie szanowany i miłowany przez innych.
Na każdym z tych etapów człowiek otrzymuje pocałunek: pocałunek strachu - tchnienie niepewności, szamotania się i poczucia niewoli. Pocałunek odwzajemnienia, konieczności wyrównywania rachunków, bycia "w porządku". Pocałunek niebios, wynoszący w górę, w dziedziny nieba. Wreszcie pocałunek Boga, w mistycznym uścisku zupełnego zapomnienia o sobie; w całkowitej ekstazie.
Wraz z pocałunkiem rozpoczyna właściwą dla siebie pieśń: pieśń zatrwożenia, drżenia życia przytłoczonego i zagrożonego. Pieśń dziękczynienia za dobro i odkrywaną możliwość jego dokonywania; pieśń tęsknoty wysokiej i gibkiej, w końcu pieśń zaślubin z Bogiem.
o. Marian Zawada OCD
Niespokojne serce (18)Czasopismo | Redakcja | Przyjaciele | Dystrybucja | Współpraca | Kontakt | Linki Strona główna | Wstecz | Do góry
Copyright © 2007 by Głos Karmelu, projekt i wykonanie serwisu: Indecity